Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szalony dzień panfu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szalony dzień panfu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 września 2010

Telezakupy i moje nowe buty

Opowiadanie Dziennikarki @Emliki@
pt. "Telezakupy i moje nowe buty".

Dzisiaj jest pierwszy dzień po rozpoczęciu roku szkolnego. Jak każda młoda panda powróciwszy z Podwodnej Szkoły padłam na łóżko ze zmęczenia. Postanowiłam sprawdzić czy mam jakieś zadanie domowe. Na szczęście żadnego nie wykryłyłam, czyli że całe popołudnie mam wolne.
Nie ma to jak wolność! Włączyłam telewizor. Przełączałam z programu na program. Zatrzymałam się na stacji PTV. Właśnie tam jest emitowany film "Panda Potter i Kamień Filozoficzny". Jak zawsze zostałam przy nim, bo jest moim ulubionym. Niestety kilka minut potem zaczęły się piętnastu minutowe reklamy. Jak ja ich nie znoszę! Zaczęłam znowu przełączać programy. No tak, telewizor się zaciął i nie można dalej przełączać. Akurat zatrzymał się na Telezakupach. Trudno, pooglądam te "Telezakupy".
Panda zaczęła reklamować super nowe, odlotowe buty ze "skaczącą podeszwą". Nawet ciekawa ta reklama...


Wygrzebałam z torby telefon i wykręciłam numer widoczny na ekranie telewizora. Może trafię na otwartą linię? I po chwili przemówił do mnie dziewczęcy piskliwy głos :
-Witamy, witamy! Czy chcesz zamówić te odjazdowe buty?
-Oczywiście. Po to do was dzwonię - odpowiedziałam.
-Podaj swój adres zamieszkania, a nasz kurier z prędkością światła dowiezie przesyłkę! - oznajmiła.
-Królowej Panfuniki 12/6, @Emilka@ Pandowska.
-Ok! - odpowiedziała panda i wyłączyła się.
Zobaczymy co to za buty. Przynajmniej będę miała zajęcie.
-Dyń, doń! - zadzwonił dzwonek.
Szybko otwarłam drzwi i okazało się, że to był kurier wraz z moją przesyłką. Od razu zapłaciłam i podziękowałam za dostawę. Odpakowałam paczkę, a w środku była para tych super butów.
Założyłam je na moje pandzie stopy. A po chwili zaczęłam skakać po całej chatce.
Uderzałam się o wszystkie ściany niemal jak piłka.
I tak z nudnego dnia zrobił się najlepszy dzień w moim życiu.

Koniec!
Opowiadanie by @Emilka@/don't copy

piątek, 3 września 2010

Moja przygoda w dniu Złotych Pand!

Witajcie :)
To moja pierwsza notka po... odejściu Ani :/
Trudno, taka była Jej wola, a ja nie mam nic do zarzucenia Ani, która tak dzielnie prowadziła Redakcję-Panfu ;] 
A jak tam u Was w szkole? Mam nadzieję, że dobrze, piszcie w komentarzach :)
Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam zbytni czasu ;<
Ale teraz mam, więc ....

Dziś jest Dzień Złotych Pand :)
Biegnijcie na Panfu, bawić się ze znajomymi w tym dniu ;]
Chciałabym opowiedzieć Wam także moją dzisiejszą przygodę.
Zwykle do szkoły chodzę na inną wyspę i dojeżdżam tam motorówką. Dziś jednak dowiedziałam się, że motorówka szkolna się zepsuła i, niestety, lekcje zostały odwołane ;( Bardzo mnie to zasmuciło, ponieważ lubię chodzić do szkoły i spotykać się z koleżankami i kolegami. Jednak uświadomiłam sobie, że dziś jest Dzień Złotych Pand, więc szybko pobiegłam do mojej chatki i wygrzebałam z szafy mój kombinezon. Okazało się, że tak dawno go nie używałam i zrobił się za mały! Musiałam lecieć do sklepu, aby kupić sobie nowy. Kiedy już to zrobiłam nawet nie wracałam do chatki tylko założyłam go w przymierzalni i popędziłam na Plażę, hihi :D. Kiedy płynęłam do szkoły, nagle wleciałam w szalony wir! Próbowałam uciekać, wyrywać się, ale nie mam na tyle siły. Nagle wir przestał mnie ciągnąć i ucichł. Jak najszybciej popędziłam do szkoły starając się o tym zapomnieć. Kiedy byłam w szkole i przyglądałam się nowo pomalowanym szafkom, nagle zauważyłam bardzo smutną pandę. Ani chwili się nie zastanawiałam, tylko podeszłam do niej i zapytała, co się stało. Panda opowiedziała mi, że wszyscy zaczęli się z niej śmiać na lekcji, kiedy nauczycielka zwróciła jej uwagę. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że ta panda jest... moją kuzynką! Uściskałyśmy się, a ja poszłam wyjaśnić sprawę do pokoju nauczycielskiego. Po zakończeniu jej lekcji poszłyśmy zjeść coś u Bruna. Siedziałyśmy tam chyba z 3 godziny, a samo jedzenie zajęło nam 30 minut ;) Potem, niestety, musiałyśmy się rozłączyć, aby zająć się naszymi zwierzakami, ale umówiłyśmy się już na kolejne spotkanie i niedługo przedstawię Wam "reportaż" z tego spotkania ;]
Ten dzień był bardzo udany. Nigdy nie wiedziałam, ja to jest. Jak to jest poznać kogoś, kto był Ci bardzo bliski. Poznać Go po upływie 9 lat! Och, jestem już zbyt podekscytowana, by pisać kochani ;*
Tak więc kończę i dziękuję ;]
Dziennikarz Milkaa1508.


PS. Taką "plakietkę" będę dodawać na końcu moich wpisów ;]

Redakcja czarna jak smoła + opowieść - "Najpierw miłość, potem szkoła!"

Hejoo Redakcjo! Wczoraj gdy wracałam ze Szkoły Podwodnej mało się nie utopiłam! Mój kombinezon jest cały dziurawy! Gdy już wróciłam ze szkoły w mojej chatce siedział Boliś i czytał podręcznik z przyrody.
-Czytasz sobie? - zapytałam żartobliwie i kątem oka zerknęłam na kartkę. Była cała w jego jedzeniu. - Adroius! - zawołałam podnosząc podręcznik. Chyba go trąciłam mocno w dziób. Zwierzątko zapiszczało, a ja go wywaliłam za drzwi. Gdy zszedł z drzewa i stąpał po ziemi usiadłam spokojnie. Patrzyłam przez okno. Było mi trochę smutno.

Dzisiaj gdy szłam do szkoły nigdzie nie widziałam Bolisia. Gdy pani mi wstawiła 1 za zniszczenie podręcznika wciąż martwiłam się o Adroiusa. Dopiero gdy siedziałam tak, przez okno go zobaczyłam. Tak się cieszyłam, że dałam mu od razu całą porcje tego jego jedzenia!
PS. Gdy odeszła Ann, jakoś tak smutno, czarno się zrobiło w Redakcji.
Szkoda, Openbk, że usunąłeś wszystkie zasługi. Straciłam swój pucharek na licencji (chlip) xD

No i te 10 SO (tylko 1 do awansu!)

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Opowiadanie - Egipcjanka, chiński domek i pyszny tort!

Od jakiegoś czasu dorabiam sobie w Lodziarni. Wczoraj moja szefowa podeszła do mnie i zmierzyła mnie wzrokiem. Była dość gruba, a nosiła ubrania dla zgrabnych i wyglądała... no domyślacie się.
-Chciałabyś być modelką? - spytała ni stąd ni zowąd. Zdziwiłam się. Byłam dużo chudsza od mojej szefowej, ale pandy z moją figurą nawet nie marzą o byciu modelkami. Zdziwiona pytaniem odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Nigdy o tym nie myślałam - przyznałam. Po chwili pomyślałam, że szefowa uważa, że mam zadatki na modelkę. 
- Czyżby? 
- A uważa pani że powinnam? - spytałam, a szefowa uśmiechnęła się w sposób, który mi się nie bardzo podoba. Był to chytry uśmiech. Nie wiedziałam o co chodzi. Dzisiaj już wiem. Tak, oto ja w stroju Egipcjanki.
Musiałam zwyczajnie podawać lody w kostiumie Kleopatry i do tego dostałam nowe zadanie - dostarczać lodowe torty na zamówienie. Na zamówienie! A gdy ktoś dzwoni mówić - "Tu lodziarnia z Panfu, mówi Kleopatra, zachęcam do zamówienia Przysmaku Faraona."!
Dziś zadzwonił jeden dziwny telefon.
-Tu Lodziarnia z panfu, Kleopatra przy telefonie, właśnie powstał nowy tort owocowy, "Egipska Oaza". - powiedziałam monotonnym głosem.
-Witam. Chciałabym zamówić tort lodowy dla wnusi z napisem "Żyj nam sto lat Lilko". - powiedział głos pandy w średnim wieku.
-Tort lodowy, urodzinowy. - dyktowałam to co zapisuję w notesie. - Zapisane. Na jaki adres to mamy dostarczyć?
-Chmm... chiński domek za rzeką. - Powiedziała, a ja zapisałam i się rozłączyłam. Podeszła Vera, ruda panda, która zawsze nosi dres, a włosy upina w kitkę. Pracuje jako dostawca.
-Co jeszcze? - spytała dość niskim głosem. - Bo ja już jadę.
-Czekaj. Powiedz panu Klausowi, by zrobił na torcie "Śmietankowe góry" takie życzenia z lukru. - podałam Verze karteczkę z notatkami. Panda popatrzyła na nie. Poszła za zaplecze i przyniosła mi paczkę.
-No to zanieś to, tik tak! - powiedziała twardo wręczając mi dość brutalnie paczkę. - Zanieś do... "chińskiego domku za rzeką"! - Wyczytała moje gryzmoły, a ja zrozumiałam swój błąd. Cały dzień go szukałam, ale jak tort zaczął mi się roztapiać odłożyłam go do lodówki w Lodziarni i w stroju zwykłym (nie kostiumie Kleopatry) szukałam go. W końcu poszłam do Kamarii, a po drodze rzuciłam oko na widok z balonu między Wierzą Kamarii a Salą Balową. I już wiedziałam gdzie ten domek!
Tak, oto byłam na urodzinach małej pandy Lilki. Było bardzo miło ;)
Naprawdę! Tak czy siak, cieszę się, że w ogóle przyjęłam to zamówienie.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Konflikty ochroniarzy, obyło się bez bandarzy

Dzisiaj poszłam do Restauracji na śniadanie, ale drzwiczki były zamknięte.
-Co się stało? - spytałam ochroniarza - Co z drzwiami?
-Zgubiłem klucz - Usłyszałam ciężki i lekko "aksamitny" głos - Ostatnio ciągle wszystko gubię - dodał skruszony.
-Oj, przykro mi. - powiedziałam, chodź bardzo chciałam wejść - czyli nie zjem tu dzisiaj? - spytałam lekko zdenerwowana, ale ochroniarz nic nie powiedział. Wyglądał na załamanego. Poszłam więc do Starego Portu na śniadanie. Jednak około dwunastej poszłam do Restauracji na obiad. Znów zamknięte drzwi.
-Proszę to otworzyć!!! Gdzie jest Bruno??!! Czy on wie o... tym... tym wszystkim?! - zaczęłam krzyczeć i machać rękoma - Jestem głodna!
-Ja też jestem głodny i nie mogę nic na to poradzić a szef... Nie wiem gdzie jest i nie mogę rozmawiać - powiedział cicho.
-Ale może mogę panu pomóc...- Zmieniłam głos na przyjazny i sympatyczny.
-Proszę się oddalić... - jęknął.
Byłam zdziwiona. Postanowiłam iść przez żołądek do serca. Zrobiłam lasagne. Poszłam do ochroniarza i zaczęliśmy razem jeść.
-Mmm... pyszne... mmm... - mówił Bronek (tak się nazywa, powiedział mi). Powiedział mi także, że pokłócił się ze swoim bratem - Mieciem. Jego znam. Jest to ochroniarz Wieży. Słyszałam jak pandy śmiały się: Cieć Mieć.

Przyniosłam mu kawałek lasagne i Miecio zgodził się pogadać. Okazało się, że pokłócili się o to... kto wczoraj pójdzie na Zamek, a kto do Restauracji. Miecio i Bronek to bliźniaki i mogą się zmieniać, jak im się znudzi.
-Mieciu, widzisz, Bronek chce Cię przeprosić i powiedzieć, że to ty miałeś racje, ty bardziej nadajesz się wyglądem na zamek, a on ze swoim talentem gastronomicznym do Restauracji gdzie czasami myje gary - powiedziałam do Miecia, co wywołało na nim władczy uśmiech.
-Bronku, Miecio chce cię przeprosić i powiedzieć, że to ty miałeś racje, jesteś równie elegancki jak on i nadajesz się na Zamek, a on chętnie pomoże Brunowi w myciu garów - Bronek zareagował jak brat.

Obojgu powiedziałam by przyszli do Baru Piratów. Przygotowałam z piratem kolacje. Tam sobie wszystko wyjaśnili :)

środa, 25 sierpnia 2010

Jak mnie wrobili w balona i jak gotowałam w "Pichcę i knocę!"

Dzisiejszy dzień był bardzo dziwny i zwariowany. Ale może Wam opowiem.

Przed śniadaniem byłam na referacie i wykładzie Bazylego. Potem wróciłam do chatki i chyba się zdrzemnęłam. Kiedy się obudziłam jeszcze było wcześnie.
Siedziałam sobie w chatce jak zwykle i jadłam śniadanie, gdy do mojej chatki wbiegł mój kumpel Bazyli. Bazyli to bardzo zwariowana panda. We dwoje często oglądamy telezakupy i się śmiejemy ze zwykłych rzeczy. Na przykład, kiedyś gadaliśmy długo, i gdy ktoś powiedział słowo, ryczeliśmy ze śmiechu. Bazyli popatrzył na mnie przestraszonym wzrokiem.
-Czołem - powiedziałam nieśmiało, ale najbardziej przyjacielsko jak potrafię. Bazyli nie drgnął, dopiero po chwili złapał mnie za bluzkę i przyciągnął do siebie moje ucho.
-Jesteś jak coś Brianna - szepnął i wybiegł. Rozejrzałam się zdziwiona, gdy nagle weszła... słynna Barbara z telezakupów i ekipa filmowa.
-Super! Ekstra wiejskie klimaty - powiedziała panda z kamerą do jakiejś innej co ciągle coś notowała.
-Będzie super! - skomentowała Barbara oglądając mój dom. Podeszła do mnie i mnie przesunęła - Przesuń się. Dzięki. Ej, Boguś, patrz! - zawołała do jakiejś ważnej pandy, obok której latało kilka innych niczym sługi.
-Idem! - burknął z angielskim akcentem - O czo ci chodżi?
-Boguś, spójrz na tą kuchnie! Prosto a uroczo!
-Raczja. Ładżnie bedzie wyglandacz w telewiźji - zgodził się Pan Boguś.
Byłam zirytowana, że mnie ignorują.
-Przepraszam! - wtrąciłam im - Ja...
-Patcz! Mozna kamerem zamontowacz tutaj i będzie szuper! - ciągnął Boguś.
-Czy ktoś mnie słyszy?! - zawołałam zirytowana i nagle oczy wszystkich zwróciły się ku mnie.
-Kiedy pszyjdzie właszczyczelka domu?- Zapytał mnie - pokojówka przyda się dla obsady - zwrócił się do pandy z notesem - Pani godność?
-Tikania! - zawołałam - Gospodyni domu! - powiedziałam, bo zupełnie zapomniałam o tym, co powiedział Bazyli. Nie wiem co się stało. Nagle stanęłam za ladą kuchni tak jak pandy w wiadomościach, albo jak Pascal w programie "Pascal, po prostu gotuj". No i włączyli kamerę. Najpierw mówiła Barbara z mikrofonem.
-Dzień dobry! Dzisiaj wasza Barbara w terenie. Odwiedziliśmy kuchnię jednej z wielkich kucharek! Oto ona. Panda Tikania! - zawołała i pokazała mnie teatralnym gestem. Kamera się zwróciła ku mnie.
Za kamerą ekipa trzymała tabliczki z tym co mam mówić. Na pierwszej pisało "Witam was czytelnicy, jestem panda kucharka i jestem Tikanią". Wtedy byłam tak zaszokowana, że nie zauważyłam głupoty tego tekstu tylko posłusznie czytałam drżącym głosem.
-...więc używam czosnku by odstraszać. Dziś ugotuję wam... - tu przerwałam. Ja mam ugotować? Wbiłam wzrok w Barbarę i zamilkłam. Ona przewróciła oczami i stanęła obok mnie tak, że i ją objęła kamera.
-Co nam ugotujesz? Co? Jesteśmy ciekawi!- Zawołała ze swoim sztucznym uśmiechem.
-Ja... - przestałam czytać - Co mam ugotować? - Spytałam. Widziałam jakąś dziwną nazwę na kartce, która wskazywała cała ekipa, jakbym była głupia i zapomniała, że mam czytać.
-No dobrze. Widać chcesz nam zrobić niespodziankę! - zawołała.
To co stało się potem nie chcę opowiadać. To zbyt okropne! Powiem tyle. Popołudniu, gdy siedziałam w Dżungli jakaś mała panda co chyba szła z mamą pokazała mnie.
-Mamo to ta z "Pichcę i knocę!" - zawołał. Zrobili z niej balona! - zachichotało maleństwo.
Wieczorem pobiegłam do Bazylego. Był nieswój, tak jakby było mu wstyd.
-O co chodzi z tym "Pichcę i knocę!"? - spytałam zrozpaczona. Bazyli włączył mi program "Robimy w Balona".
Pokazała się Barbara.
-Witam w programie "Robimy w Balona". Dzisiaj pokażemy wam kucharzy naszych czasów na panfu! Uwaga! Jak to zobaczycie, to zobaczycie jakim fatalnym kucharzem jest m.in. Bruno. Oto kucharka z "Pichcę i knocę"! - Powiedziała Barbara, a potem mój fatalny popis. Usiadłam z wrażenia gdy to zobaczyłam.
-Mówiłem ci - mruknął Bazyli - Mówiłem ci, że jak coś nie mów, że jesteś Tikania. -Powiedział nieśmiało Bazyli. Nieśmiało dlatego, bo myślał, że go uderzę czy coś. W ogóle odnoszę wrażenie, że Bazyli się mnie trochę boi.
-Ale mogłabyś wstać - powiedział nie ruszając praktycznie ustami.
-Jesteś brzuchomówcą? - spytałam zdziwiona.
-Wstawaj! - dodał Bazyli nie ruszając ustami - Tikania! Pobudka! - jęczał.
Nagle otworzyłam oczy. Okazało się, że zasnęłam na tym referacie i wykładzie Bazylego.
-No wiesz! Jak możesz?! - Czepiał się nieśmiało i lekko okrył twarz łapkami jakbym miała go walnąć.
-Przestań Bazyli! - mruknęłam - Przepraszam. Wiesz co? Stawiam ci zupę serową u Bruna!
-Na śniadanie? - zdziwił się Bazyli.
-Co? Już jadłam śniadanie! Znowu? - jęknęłam, ale Bazyli to chyba usłyszał i się zdziwił.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Zegary i Pirackie Gwary!

Czołem pandy! Już wróciłam i teraz mam czas by nagrywać różne imprezy, by brać w nich udział i by pisać więcej notek (jupi)!

Dzisiejszego dnia dużo liczyłam. A zaczęło się od tego, że chciałam po prostu zobaczyć która godzina. Nie mam zegarka na łapce, więc spojrzałam na zegarek w chatce. Niestety, spadł ze ściany, potłukł się, wskazówki powyginały się, a wszelkie tryby powypadały.

Poszłam więc do Miasta, San Franpanfu i inne wszelkie możliwe miejsca w poszukiwaniu zegara.

Znalazłam trzy! Pierwszy był na basenie na wieży ratownika, drugi był w Sali Gimnastycznej, a trzeci rzecz jasna złoty w wieży Foyer.

Ach zapomniałabym! Kiedy szukałam zegara zajrzałam do Baru Piratów i oczom nie wierzyłam. Nie było piratów, ale gwar był nie z tej ziemi. Najpierw coś czerwonego wyleciało. "Była to chyba papuga z zielonym dziobem" pomyślałam gdy TO COŚ szarpnęło mnie za włosy. Padłam na beczkę i sięgnęłam po kufel gdy jakiś zielony płaz wyskoczył z niego.

-Aaa! - krzyczałam. Potem upadłam na podłogę gdzie ujrzałam łepek myszy! Skoczyłam i upadłam na pirata a dwie papugi rzuciły się na mnie!


To był koszmar! Słowo daję. Potem przyjrzałam się wszystkim tym dziwadłom i stwierdziłam następujące wnioski:

- W barze Piratów znajduje się 6 zwierząt.

-Domniemana papuga, to dwie ganiające się w powietrzu rybki.


Jeśli przeoczyłam jakiś zegar napiszcie w komentarzu!

niedziela, 15 sierpnia 2010

Zagubiona panda na górze i straszne podróże!

Dzisiaj była straszna burza. Nie wiem czy na Panfu kiedykolwiek taka była. Chmury zasłoniły w części góry. Wzięłam w łapki lornetkę i spojrzałam na czubek góry i nie mogłam uwierzyć! Na czubku siedziała jakaś panda! Na Panfu nie byłoby w tym nic nad zwyczajnego, ale to były Tatry!
Aż poskoczyłam, zapięłam guzik mojego czerwonego płaszczyka i pobiegłam po pomoc.
-Ratunku! Ratunku! Panda w nie bezpieczeństwie! - Wołałam, a ludzie którzy jeszcze się do mnie nie przyzwyczaili gapili się jak na kosmitkę i powtarzali z nie dowierzaniem.
-Panda? Tutaj?! Panda!!!


W końcu spotkałam człowieka, który mnie o wszystko wypytał. Wyjaśniłam mu, co widziałam. Szybko zabrał mnie w dziwne miejsce i wpakował do środka helikoptera. Podleciałam z nim. Widok był piękny. Tak samo jak z czubka Nosala, albo z kolejki linowej.
-Gdzie mam lecieć?! - Wyrwał mnie z marzeń pilot.
-Ee... - Zastanowiłam się. - Prosto! - Oprzytomniałam.
Nagle zobaczyłam czarną kropkę. Panda się skuliła i chyba trzęsła.
-Tutaj! Tu! Proszę Pana! Tutaj jest! - Wołałam jak oszalała. Helikopter spuścił linę - drabinę, ale panda ani rusz! Nie wiele myślałam, gdy skoczyłam na drabinkę i zeszłam na szczyt góry. Podeszłam do pandy i złapałam z rękę. Było strasznie głośno od helikoptera, więc nie usłyszałam co pisnęła panda, odsunąwszy się ode mnie. Złapałam ją jeszcze raz, ale teraz panda krzyknęłam.
-Kim jesteś?! Zostaw mnie?! Co to za dźwięk?!- Krzyczała panda zrozpaczona.
-To helikopter! Przyleciał po ciebie, chodź!- Krzyknęłam tak, by mogła usłyszeć, panda podniosła wzrok, ale nie na mnie, ani na helikopter. Patrzyła gdzieś w głębię. Złapałam ją i ledwo nie spadłam z drabinki. Potem gdy wylądowaliśmy panda przyznała mi się, że to wszystko dlatego, bo jest niewidoma.
-Poszłam z moimi przyjaciółmi zdobywać szczyt, kiedy nagle poczułam, że nie ma nikogo w pobliżu. - Powiedziałam bliska płaczu. - A potem ten głośny głos silnika! Myślałam, że umrę!

Ja z pandą poszłyśmy później do karczmy na pierogi. Obiecałam jej, że wracając na Panfu, wezmę ją ze sobą.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Kamienne serce


Hello!

Mam Wam dzisiaj do pokazania moje opowiadanie. Opowiada ono o pewnej pandzie - Sonice.
Są zawarte w nim też różne osoby z Panfu.

UWAGA: Zanim je przeczytacie: Roszczę sobie prawo do wyświetlenia tego opowiadania, gdyż jest moją własnością, napisane moją ręką!

Kamienne Serce

Opowiem pewną historię o pewnej pandzie, na którą został rzucony potworny czar, o jej kochających rodzicach.
Są tam wplecione osoby z Panfu takie jak rybak w starym porcie, Joshua i Amalura i wiele więcej.

Sonika od urodzenia była bardzo miłą i grzeczną pandą. Razem z matką i ojcem mieszkała w pięknym dworku na wyspie Pandini. Bawiła się razem z koleżankami, skakała na skakance, grała w piłkę. Ale któregoś pięknego, ale wilgotnego, wiosennego dnia na Pandini przybył okropny, zły i stary czarownik, Krucio.

Jego pierwszą ofiarą była Sonika bawiąca się pluszowymi pandami z Miłką- swoją małą puchowatą przyjaciółką. Krucio rzucił długie zaklęcie: "lalabambasambalubilamba" i w jednej chwili Sonika upadła na ziemię. Miłka podbiegła do przyjaciółki, ale ta od razu bez trudu usiadła. Trzymała się tylko za serce!

-To zimno! Nie wytrzymam! - piszczała.
-Poczekaj tu! Zawołam Twoją mamę! - odpowiedziała płacząca ze strachu Miłka i już biegła do domku Soniki.

Po chwili matka pandy przybiegła do córki wzięła ją w ramiona i zaniosła do domu. Długo czekała aż Sonika obudzi się i powie wreszcie co się stało, gdyż mała Miłka nie mogła wydusić przez łzy słowa, więc mama powiedziała jej aby wróciła spokojnie do domu i się przespała.

Kiedy Sonika się obudziła matka zasypała ją lawiną pytań. Wkrótce dowiedziała się wszystkiego. Zawołała więc lekarza aby zdiagnozował na czym polegało zaklęcie.

-To ciekawy przypadek, ale wiem jakie są i będą dolegliwości! Ta choroba nie ma nazwy ale powiedzmy że to "Kamienne Serce" - postawił diagnozę doktor Lucik.
- Cóż to oznacza - dopytywał się ojciec Soniki, Drud.
-Oznacza to to, że teraz serce pańskiej córki jest teraz zimne jak lód, a za jakieś 48 godzin będzie kamienne. Ale...
-Ale? - zapytała matka Soniki.
-Ekhem.. Ale można to powstrzymać. Wystarczy podać jej prastare "Luski"
-Co to jest?
-To coś co mają wciąż zakochane duchy. Lecz już takich nie ma. Chyba że... może Joshua i Amalura?
-Gdzie ich znajdziemy?
-Na Panfu. To odległa przepiękna wyspa. Możecie spróbować - ciągnął doktor.

Od razu po tej rozmowie rodzina Gousz była już w drodze na wyspę Panfu. Kiedy tylko się tam znaleźli, byli w Porcie. Zapytali się tamtejszej pandy czy jest tu Szpital.

-Jest Szpital na Plaży, to nie daleko - odpowiedział rybak.

Odprowadzili Sonikę do Szpitala, a tam od razu zajęli się nią specjaliści i potwierdzili to co mówił Pandiński lekarz. Spotkali na Basenie pandę, która wykonała zagadkę z Joshua i Amalurą, która wskazała miejsce ich zamieszkania.
Więc Drud i jego żona, Fina, poszli na Górę Trupiej Czaszki za lasem rosnącym za Wulkanem. Tam też znaleźli zakochane duchy.
Wytłumaczyli sprawę wiążącą ich córkę, Sonikę i parę duchów.

Po krótkiej namowie Duchy postanowiły dać im "Luski". Uradowani i podniesieni na duchu Drud i Fina pobiegli co sił w łapach przez Stadninę Koni, San Franpanfu i Dżunglę aż na Plażę gdzie stał mały Szpital. Podali Sonicę lek. I pełni nadzieli siedzieli - pozostało im czekanie.

Po trzech dniach Sonika w pełni wstała na nogi. A serce miała ciepłe, radosne i tak szczęśliwe, że było jej aż tak ciepło, że wskoczyła do basenu w ich małej drewnianej chatce!
Od tego czasu Drad, Fina i Sonika mieszkają razem na Panfu. Dlatego często można spotkać ich na ulicach Miasteczka, przy Basenie czy Restauracji.

KONIEC!
I ja się podoba?
Karolcia_98, Dziennikarka na okresie próbnym

sobota, 7 sierpnia 2010

O tym jak Klaun z nad Jeziora zgubił swojego przyjaciela.

Czółko Pandy! Wiecie dlaczego mam dzisiaj taki dobry humor? Bo mam dzisiaj imieniny! Tak, zgadza się! Dzisiaj jest Klaudii. Postanowiłam więc wyjść z mojej chatki na spacer. Poszłam prosto do Jeziora Woobisiów. Spotkałam tam Klauna. Mało go znam.

Właściwie to tylko daje mi koła do napompowania do zjechania ze zjeżdżalni nad Jeziorem.

Weszłam do wody, a po dłuższym zastanowieniu podeszłam do klauna.
-A witaj pando. Masz bardzo dobry humor, a ja lubię gdy wesołe pandy przychodzą nad Jezioro. To chyba najszczęśliwsze miejsce na Panfu.
-Tak. Bardzo to miejsce lubię, a cieszę się, bo mam dzisiaj imieninki! Łii!- Zapiszczałam podekscytowana.
-To się cieszę. Ach! Pewnie chcesz nadmuchać koło do pływania? - Zapytał i nie czekając na odpowiedź zaczął wyciągać takowe z torby.
-Nie, nie! Dziękuję Ci bardzo. Mam do pana pytanie.
-Zamieniam się w słuch! - Powiedział i chyba podskoczył.
-Dlaczego pan tu rozdaje koła? Przecież pandy mogłyby same brać koła. No i lubi pan tak Woobisie? Dlaczego? - Spytałam i chyba trafiłam w czuły punkt klauna. Wargi mu zadrżały. Usiadł i pokazał gestem bym zrobiła to samo. Usiadłam.
-To jest długa historia, a ja nie chcę cię zanudzać. - Powiedział, a mi serce zabiło.
-Ależ proszę mnie zanudzać! Po to tu przyszłam! - Powiedziałam i po minie klauna zrozumiałam, że złych słów użyłam. - Mnie to naprawdę ciekawi.
-No dobrze.

Kiedy byłem mały, na Panfu nie było San Franpanfu, Wyspy Piratów, Portu, Toru wyścigowego... no i Woobisiów! Były tylko Bolisie. Ja mieszkałem w bardzo biednej pandziej rodzinie i nie miałem Woobisiów. Mój ojciec był żeglarzem i kiedyś popłynąłem z nim. Znalazłem na jakiejś odległej wyspie malutkie stworzonko. Malutkie rudziutkie stworzonko! Miał za główką znamię w kształcie literki "W", więc nazwałem go Wobi. Był tak samo rudy jak ja. No i był tak samo wyśmiewany ("Co to ma być?! Rudy Boliś? Taki dziwny? Paskudny jak ty!") przez rówieśników jak ja. Wobi był moim najlepszym przyjacielem. Kiedy widział, że łzy mi spływały po futerku podchodził i zlizywał je, a potem kładł się na moich kolanach i zasypiał. Jednak pewnego dnia zniknął! Po prostu zniknął! Kiedy przywieziono Woobisie na wyspę, chciałem być ich opiekunem nad Jeziorem Woobisiów. Ale Woobiego nigdy nie odnalazłem. -Skończył opowiadać. Łza zakręciła mi się w oku, więc powiedziałam, że już muszę iść. Szłam szlochając, a gdy doszłam do Zamku i weszłam do środka. Usiadłam przed Dyskoteką. Nagle zobaczyłam rudego Woobisia (wyglądającego na dość starego) z czymś w rodzaju "N" pod główką. Zaczął mnie lizać.

"Niee" pomyślałam "To nie może być Wobi". Poszłam na Wieżę Kamarii i zapytałam ją co to za zwierzątko.
-Och, kiedyś znalazłam dwa Woobisie w małym przejściu do Zamku. To jest ich dziecko.
-A gdzie są oni?! -Spytałam spoglądając kątem oka w okno, z którego było widać Dyskotekę.
-Ona... chodzi gdzieś po Dżungli, a on... zniknął kilka lat temu. Zostawił żonę i syna. Okropne! - Wykrzywiła się Kamaria. Zbiegłam więc z Wieży i pognałam nad Jezioro Woobisiów. Opowiedziałam to dla klauna, a on wytrzeszczył oczy.

-Znalazł sobie żonę. - Powiedział smutno patrząc na czubki swoich butów. - Też się cieszę.

Próbowałam go pocieszyć. Ale na próżno. W końcu nie przyszło mi nic innego do głowy. Poszłam na zamek, wzięłam synka Wobiego. Pomyślałam, jakby go tu nazwać. W końcu zabrakło mi pomysłów i mówiłam do niego po prostu - Mały. Gdy pokazałam Małego dla Klauna, ten od razu się rozpromienił. Zaczął odwiedzać Małego i jego mamę na zamku. Jego mama była biała w kropki. Klaun mówił na nią Kopla, Biała Glumina Kropella. Ale ja mówiłam Kropka.

W końcu pewnego dnia zobaczyłam jak klaun bawi się z... kimś dużo starszym od Małego. Był to... staruszek. Stary Woobiś nie mógł prawie się poruszać. Jednak klaun dawał radę.
-Co to? Kto to?
-To Wobi! Tez mnie szukał! Szukał mnie cały czas! - Krzyczał Klaun i skakał z Wobim na rękach.
Teraz cała rodzinka mieszka w jeziorze. Ale czasem możecie zobaczyć Kropkę w Dżungli, a Małego na Zamku. :)

piątek, 6 sierpnia 2010

Opowieść Wulkanowa - Jak to mogłam walczyć u boku łucznika!

Dzisiaj gdy włączyłam "Panda i Miłość" dowiedziałam się, że Tom postanowił wyjechać z Arlen i zostawić Julię, która pocałowała się z Markusem. Ech! Głupie opery mydlane xDD
Postanowiłam pójść na Wulkan by dokończyć moją powieść. W mojej powieści wszystko w końcu idzie tak jak chcę. A mój ideał pandy jest głównym bohaterem! Siedziałam tak i pisałam. Potem położyłam się. Dałam głowie opaść i zamknęłam oczy. Po chwili otworzyłam je szybko.
Trząsł mnie piękny, spiczasto uchy... elf?
-Szybko! Zaraz będzie tu Wielka Panda! - Zawołał łapiąc mnie za łapkę. Zbiegliśmy z Wulkanu tak, że mało nie przewróciłam się. Spojrzałam na mojego towarzysza jeszcze raz. Niee... była to zwykła panda. Jednak miał on długie popielate włosy, był wysoki i miał łuk na plecach. Tak jak Legolas z mojego ulubionego filmu "Władca Pierścieni"!
-Kim jesteś? - Zawołałam mimo chodem i zobaczyłam wielkie kule ognia spadające kilka metrów za nami.
-Nie to jest teraz ważne! - Powiedział nie patrząc na mnie. Wyjął łuk i strzelił do wielkiego smoka, lecącego tuż nad naszymi głowami! Krzyknęłam, ale on wyjął zza pasa miecz i mi go wręczył. Miecz był piękny, naprawdę cudowny. Wzięłam go do ręki i zauważyłam, że już jestem sama. Sama na w moją stronę biegną czerwone pandy z jednym okiem. Wywijały w moją stronę mieczami, więc ja też też tak uczyniłam. Tak się działo kiedy nagle poczułam, że jestem... gdzie indziej. Jestem na Wulkanie. Całym, zwykłym, w jak najlepszym stanie. Zasnęłam. Teraz było jednak już ciemno na amen, więc szybko wróciłam do chatki by oglądać trzygodzinny: "Władca Pierścieni: Powrót Króla". No i muszę zajrzeć do Internetu i przekonać się co się dalej działo w "Panda i Miłość". W sumie Markus i Julia to też dobra para ;)

czwartek, 5 sierpnia 2010

To paranormalne zjawisko. Huragan superStellę5665 lubi!

Hello pandy!





Dziś powiem Wam coś dziwnego, bo to jest naprawdę paranormalne. Huragan superStellę5665 lubi i nie chce się od niej odczepić! Zobaczcie sami.To bardzo dziwne. Czy Stella przekupiła Huragan?
Przepraszam, że tak krótka notka ale inny Dziennikarz ukradł mi ubrania xD.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Co by było gdyby...

Dziś rano obudziłam się dosyć wcześnie. Nakarmiłam moją kochaną Stellę, a potem pobiegłam do Restauracji:
-Co podać - zapytał się kelner
-Poproszę pieczony bambus i herbatkę bambusową - odpowiedziałam
-Dobrze. Należy się 20 złotych monet.
Szybko wyciągnęłam z torebki pieniądze i zapłaciłam.
Gdy zjadłam te pyszności, postanowiłam odwiedzić Kamarię. Szybko ruszyłam, a gdy już byłam na miejscu nie zastałam jej.
Z czystej ciekawości zajrzałam do jej książki, a tam znalazłam zaklęcie "Co by było gdyby... ( tu wstaw pytanie)". Zastanawiałam się co bym chciała najbardziej wiedzieć, aż w końcu przyszło mi na myśl. Zacisnęłam pięści i powiedziałam:
-"Co by było gdyby... dzieci nie dokuczały Kruciowi?"
Nagle wszystko zaczęło rozpadać się w złoty proch. Poczułam się jakby z pod moich nóg zniknęła ziemia i rzeczywiście zaczęłam wirować w powietrzu aż w końcu "Łup". Uderzyłam twarzą w ziemię i pojawiłam się w zoo. Widziałam małą Kamarię i śpiącego Krucia, ale oni chyba mnie nie. Usiadłam koło śpiocha i czekałam, ale nic mu się nie stało. Po godzinie obudził się i wsiadł do szkolnego autobusu. Wszystko znów zaczęło wirować. Pojawiłam się w teraźniejszości, ale Krucia nie było pod Zamkiem tylko z Kamarią tworzyli mikstury, aż w końcu zaczęli się całować. Poszłam za Kamarią na Salę Balową, ale tam był pokój dziecięcy, a w nim dwóch strasznie podobnych, z małym zarostem, chłopców. Nagle zaczęli biec do Kamarii i mówili:
-Mamo wyczarowałem Stellę -  powiedział pierwszy chłopiec
-A ja zmieniłem kolumnę w bambusa - odrzekł drugi
"O nie Kamaria wyszła za Krucio, a jej syn nie jest piratem. Teraz nie ma przygody "Magiczny Diament" i "Mój syn jest piratem". Teraz diament, który zamraża, istnieje, co gorsza, Panfu Królestwo Kamienia czy Panfu Epoka Lodowcowa. A co jeśli jej dzieci będą złe? Wtedy był tylko jeden Krucio, a teraz może być jego dwóch synów. "W końcu co dwie rzeczy jako kamieni w jeden dzień to nie jedna" - pomyślałam i nagle wszystko znów zawirowało i zaklęcie przestało działać i zauważyłam stojącą nade mną Kamarię. Szybko zaczęłam ją przepraszać, że zajrzałam do jej ksiąg, ale ona nie gniewała się. Zaparzyła mi herbatę i poprosiła abym jej opowiedziała co widziałam. Opowiedziałam jej, chociaż nie wiem czy to był dobry pomysł, bo potem była trochę smutna. Zerknęłam na zegar "To już 20:00". Podziękowałam jej za gościnę i ruszyłam do domu. Gdy dotarłam chciałam się przebrać, ale zobaczyłam małą książkę z wygrawerowanymi literami "Zaklęcia Krucio & Kamaria". Położyłam ją pod poduszko przebrałam się i już nie mogłam doczekać jak rano ją przeczytam.

Pa Pa !!!

niedziela, 1 sierpnia 2010

Opowiadanie: "Na Wyspę" cz.1

Witajcie. Oto krótkie opowiadanie o tym, jak... A sami się dowiecie :D.
"Na Wyspę"
Część: "Wyjazd i sztorm"
Gdy dziś rano wstałem, nagle zadzwonił mój telefon.
Szybko go odebrałem. Akurat dzwoniła Ella.
-Adrian12346 to Ty.
-Tak. Czy coś się stało?
-Nie. Chcę abyś popłyną ze mną i Max'em na inną wyspę.
-Jaką wyspę.
-Wyspa Pokopestów.
-No oczywiście. Dla Ciebie wszystko!
-Och dziękuje. Spotkajmy się w Starym Porcie.
-Dobrze. Do zobaczenia!
-Papa.
No ciekawe czemu płyniemy na Wyspę Pokopestów?
Dowiem się w Starym Porcie ;).
Musiałem się przygotować.
Zapakowałem jedzenie i komputer mini.
Zjadłem Pandóweczki.
Pandóweczki to moje ulubione danie :D.
No więc zjadłem i ubrałem się w ciuchy dla pand ze Złotą Kartą.
A wiecie dlaczego? Ponieważ Ella mi pozwoliła.
Trzeba być dobrze ubrany jak się idzie w gości.
I wziąłem walizkę.
Poszedłem do Starego Portu.
Ella i Max już tam czekali.
Ella -O już jesteś.
Max -Siemka.
Ja -To jak, płyniemy?
Ella -Tak. Już biorę klucze do łodzi od Pandaberda.
Wsiedliśmy do łodzi i popłynęliśmy na Wyspę Pokopestów.
Podczas drogi Ella zrobiła się głodna.
Szybko dałem jej moje pandóweczki.
Max wyjadł mi wszystkie chipsy z walizki.
Płynęliśmy i płynęliśmy.
A nagle sztorm.
Ella szybko zadzwoniła do Kamarii.
Ella -Kamario, Kamario!
Kamaria -Tak Ello.
Ella -Szybko zrób coś, żeby nie było sztormu na wodach Panfu-Pokopestów!
Kamaria -Postaram się.
I nagle się rozłączyło.
Był to straszny widok. Wszystko się zalewało.
Nie wiedziałem czy przeżyjemy.
Poszedłem do kabiny i zasnąłem.
Ella oraz Max też.
Dobranoc :d.
Co się stało dalej dowiecie się jutro w części numer dwa.

Ciąg dalszy Opowiadania - Przeze mnie ktoś nie może zrobić sobie śniadania.

Dalszy ciąg opowiadania ;)

Dzisiaj byłam okropnie zmachana. Musiałam dostarczyć kilka zamówień dla innych pand. Tak, dobrze myślicie, dorabiam jako listonosz. Schudłam dziś kilka kilo. Gdy wróciłam włączyłam telewizor. Moim oczom ukazała się strasznie niska panda, w starym swetrze, trzymająca malutką pandę, pewnie swoje dziecko. Jej niestaranny ubiór i robiona na szybko, niechlujna fryzura świadczyły, że ta panda jest pracującą mamą. Panda ta wyglądała na zdruzgotaną, a zarazem wściekłą.
-Ciekawe co dzisiaj chcą sprzedać.- Zastanowiłam się. Wstałam i zaczęłam robić sobie obiad Machinoxem8B Ultra. On naprawdę uciera bambus pierwszorzędnie! Gotując, zerknęłam kątem oka na telewizor. Obok matki z dzieckiem stał prezenter programu Fakty Panfu.
Bardzo lubię tego prezentera. Wyglądał, jak zawsze, promiennie.
-Dzień Dobry Wam pandy!- Zawołał do kamery.- Dzisiaj jesteśmy w domu rodziny...
-Pandowiczów!- Powiedziała szybko niska panda. Zapewne Pani Pandowicz.
-Mam przyjemność rozmawiać z Alicją Pandowicz. Pani Alicja całe dnie robi jedzenie dla całej rodziny, robi prawdziwe domowe obiadki. -Powiedział ukazując swe białe lśniące zęby.- Niech pani opowie co się stało.- Zwrócił się do pani Alicji.
Panda, chyba z przejęcia, upuściła malutką pandę. Gdy się schyliła by podnieść zapłakane maleństwo, jej kok się rozwalił, a włosy opadły na oczy i zrobiła się reklama.
-W takich momentach.- Mruknęłam czyszcząc Machinox8B Ultra. Właściwie nie jest mój. Wygrałam go w jakimś konkursie: "Chudnij gotowaniem jak inne pandy" czy coś takiego, w którym nie brałam udziału. Reklamy szybko się skończyły i pojawiła się znów rodzinka. Po chwili było już tylko zbliżenie na panią pandę Alicję.
-Wzięłam udział w konkursie "Gotuj i chudnij z innymi pandami", gdzie do wygrania był nowy robot kuchenny Machinox8B Ultra. Mój Machnox4 jest już rozwalony do reszty, no i potrafi tylko miksować, najcieńsze rzeczy. Napisałam dietę mojego autorstwa i kilka przepisów. Po paru dniach dostałam list i zrozumiałam, że wygrałam. Dostałam gratulacje, propozycje zrobienia sobie zdjęcia z robotem kuchennym i przysłaniem do studia by pokazać w Faktach Panfu, ale...
-Ale pani Alicja nie dostała nagrody!- Zawołał bohatersko prezenter.
-Właśnie.- Szlochała Alicja kuląc się w kącie swojej kuchni.- To by mi bardzo ułatwiło życiee...
Muszę wstawać co dzień rano, by ucierać własnymi łapkami jedzenie dla rodziny, która liczy całe pięć pand licząc ze mną!
-Pani Alicja nie wie co robić. Jeśli konkursy zorganizowane przez firmę Kuchniapand, to zawsze oszustwa, trzeba to zgłosić do prokuratury!- Powiedział prezenter.- Jeśli macie jakąś radę do pani Alicji dzwońcie teraz na numer podany na dole ekranu.- Powiedział i obdarzył wszystkich jeszcze raz promiennym uśmiechem.
Podniosłam słuchawkę i zaczęłam powoli wybierać numer. Nie byłam pierwsza. Linia była zajęta a prezenter odebrał już inny telefon.
-Tu prezenter Faktów Panfu, Henryk Moris, z kim mam przyjemność?
-Dzień dobry.- Powiedział cieniutki przenikliwy głosik.- Tu panda Lilia. Chciałam powiedzieć, że ja też brałam udział w tym konkursie i...- Nagle się rozłączyło. Pan Moris zmarszczył brwi i odebrał kolejne połączenie. Usłyszałam swój oddech w telewizji.
-Tu FaktyPanfu! Czy masz jakąś radę do pani Alicji? Co o tym wszystkim sądzisz?
-Pani Alicja...- Powiedziałam i jak echo usłyszałam to w głośnikach. Teraz już mogę mówić.- Jestem bardziej niż pewna, że nagroda pani Alicji trafiła gdzieś do innego domu. Tylko jak ją znaleźć?
-To słuszna myśl. Jeśli ktoś dostał tą nagrodę i nie oddał po kilku dniach to przestępca!!!- Zaczął mówić Moris, ale ja wyłączyłam telewizor. Zapakowałam robota kuchennego, napisałam list i wysłałam do Kuchniapand.
Po paru dniach dostałam wiadomość o nower marce Robotix. To zupełnie nowecześniejsze niż Machinox! Narazie jest pierwsza wersja i nie będę jej kupować. Kupię sobie Robotix2!

sobota, 31 lipca 2010

Opowiadanie - Machinox8B Ultra to nie rzeczy tanie!


Cześć Wam Czytelnicy i Dziennikarze! Dzisiaj mam dla Was moje opowiadanie. Mam nadzieję, że tytuł zaciekawił Was chodź troszkę. Zapraszam do czytania i komentowania :)
Myślałam, że dzisiejszy dzień nie może być gorszy. Oglądałam Telezakupy jedząc miód prosto ze słoika. Akurat zgrabna panda, wymalowana jak nie wiadomo kto, podeszła do ekranu z paczką ryżu i machnęła łokciem znacząco na znak dla drugiej pandy.

-Żenada. - Mruknęłam sama do siebie. Kiedy całkiem niezły przystojniak podszedł do wymalowanej Blondi ta cmoknęła, zatrzepotała rzęsami i powiedziała z nieszczerym uśmiechem pokazującym jej białe zęby.
-Heniu, mam tutaj ryż, prawda?
-Tak, Barbaro.- Przytaknął przystojny Henio.
-Ale po co mi ryż skoro nie mam Machinox8B Ultra!- Zawołała i moim oczom ukazał się piękny robot kuchenny.
-Machinox8B Ultra jest dużo, naprawdę dużo lepszy od Machinox7B. No i nawet bambus, chodź by był nie wiem jak twardy i skamieniały... ostrza Machinox8B Ultra go przetną bez najmniejszego wysiłku!- Wspaniały prezenter nagle zniknął mi z oczu, nie tylko on, Machinox, Barbara i wszystko ściemniło się! Zapadła ciemność. Wkurzyłam się! Chciałam zamówić robota kuchennego, ale się nie udało. Zaczęłam się nerwowo rozglądać po chatce.
-Prąd siadł. - Stwierdziłam i zaczęłam szukać jakiś świec. Gdy jakieś znalazłam zapaliłam je i się rozejrzałam. Całe Panfu siadło.
Siedziałam nad świecą, kiedy dobiegło mnie szaleńcze stukanie do drzwi. Otworzyłam. Stała tam jakaś różowa panda z kolczykami w uszach i wielkim pudłem.
-Kurczę, światłoo zgasłoo.- Mruknęła z akcentem.- Te bezpiecznikiii!
-Czego pani chce?!- Zirytowałam się.
-Wygrała pani w naszym radiowym konkursie "Gotuj i chudnij z innymi pandami" i wygrała pani Machinox8B Ultra.- Powiedziała monotonnym głosem. Można się domyślić, że codziennie mówi takie rzeczy. Przyjęłam wielką paczkę i ledwo doniosłam ją do ciemnej kuchni i wróciłam do świecy. Na serio byłam zdziwiona. Gdybym brała udział w konkursie "Gotuj i chudnij z innymi pandami" nie wyglądałabym tak jak wyglądam teraz! Co mam zrobić? Oddać wspaniały Machinox8B?! Nieeee!

Mój dzień.

 Elo pandas:D.
Oto mój dzionek na Panfu.
Gdy rano wstałem, włączyłem telewizor, zobaczyłem we wiadomościach Redakcji Panfu, że jest nowy Dziennikarz Karolmaszynista. Bardzo Cię witam.
Pomyślałem, że super. Znowu kolejny chłopak.
Podszedłem do szafy i nie wiedziałem, którą otworzyć?
Włączyłem znów telewizor i patrzę.
W telewizorze na kanale Pandas Earth są Max & Ella.
Opowiadali o Panfu, ale niestety dziś nie ma dnia Złotej Karty :(.
Otworzyłem więc szafę bez Złotej Karty.
Ubrałem się i patrzę do lodówki. Niestety skończył się bambus :(.
Szybko pobiegłem do Panda Market.
Kupiłem Pandóweczki oraz bambus.
Szybko pobiegłem do chatki.
Zjadłem pyszne pandóweczki z bambusem. Były pyszne ;).
Patrzę na zegarek, a tu już 14:00.
Nudziło mi się. Nie wiedziałem co mam robić.
Włączyłem radio od Maxa & Elli.
Leciał mój ulubiony zespół: "Pandas Rocks".
Wyłączyłem radio i poszedłem zobaczyć czy przypadkiem nie ma w chatce pomocnik_na_panfu.
I była, ale bardzo zajęta.
Poszedlem więc do Piotr & Panda na jakieś większe zakupy.
Wróciłem do domku.
I włączyłem płytę, którą kupiłem w Piotr & panda :D.
Była świetna. Potańczyłem bardzo długo.
I pod wieczór poszedłem do Baru Piratów na jakiegoś drinka :)
Wróciłem do domku i włączyłem komputer.
I jak?
To papatki.
Cześć!

Co dziś rano porabiałam; ]

Hello!!!
To znowu ja xd
Dzisiaj rano wstałam i włączyłam radio.
Leciała jakaś piosenka;D
Potem zrobiłam sobie mrożoną pizzę z szynką, serem i bambusem.
Pycha.
Ubrałam się.
Następnie poszłam do Krucia.
W Maszynie Zagadek wygrałam dwa krzesła.
Poszłam je zanieść do chatki, a potem poszłam do Stadniny Koni.
Odczarowałam sianko, żeby konie nie głodowały.

Potem poszłam do Krucia, a on był na mnie zły.
Poszłam do chatki, usiadłam na sofie i włączyłam telewizor.
Leciała Panda Montana.
Z chęcią ją oglądnęłam, a potem nakarmiłam Pokopetsy.
Sama zjadłam 3 ciacha, które wczoraj dostałam od Agcy23 na urodziny.
Bardzo mi smakowały.
Potem pograłam w mini golfa.
Nawet mi wychodziło; ]
Usiadłam na moim fotelu z maszyny "New item".
Właśnie w radiu leciały reklamy.
Nuda!!!
Przełączyłam na Panda Zet.
Tam leciała Panda Gaga.
-Może być - pomyślałam.
Trochę potańczyłam a potem poszłam nad Jezioro.
Zjeżdżałam z zjeżdżalni.
Moje koło było różowe.
Bosko się bawiłam;D
Wróciłam do chatki.
Zrobiłam sobie tosta bambusowego.
I Wam to opisałam xd
Papatki;*

środa, 28 lipca 2010

Napad Klonów po raz trzeci

Hejka
Dzisiaj znowu atak klonów. Niestety nie mam zdjęcia, bo Paint nie działa.

Moja opowiazdka.

Wyszłam z chatki i zobaczyłam płaczące dzieci, które szukały mamy, więc je przygarnęłam. Miały imiona: Alika, Malylulu i Zoi. Poszliśmy zjeść do mnie do domu śniadanie, ponieważ dzieciaki były strasznie głodne. W tym samym dniu spotkałam jakiegoś strasznego chłopaka w moim wieku, który zapytał mnie czy będę jego dziewczyną. Odpowiedziałam tak i okazało się, że to był tatuś tej trójki dzieci. Miał na imię Misiek_Fu. Świetnie się z nim bawiliśmy. Poszliśmy na Plażę, gdzie pływaliśmy 2 godziny. Potem był czas na Aqua Park nad Jeziorkiem, gdzie zjeżdżaliśmy ze zjeżdżalni. Pobiegliśmy nad Basen. Był tam ratownik i uczył moje pociechy pływać. Misiek_Fu musiał już iść do pracy, a ja poszłam z dziećmi. Posiedzieliśmy w domu pograliśmy w chowanego i ganianego. Zjedliśmy podwieczorek. Poszliśmy na Plażę Karaibską i patrzyliśmy na zachód słońca. Wróciliśmy. Zjedliśmy razem kolację, umyliśmy się i poszliśmy spać. O 24 przyszedł Misiek_Fu i położył się cichutko spać. Dobranoc.
Dziennikarka Naliaaa1

poniedziałek, 26 lipca 2010

Znowu Krucio

Cześć.
Dzisiaj Krucio zamienił w kamień palmę w Dżungli.
A poza tym spotkałam mojego kolegę Dawidlisa, który się strasznie ucieszył ze spotkania, a jak to było, teraz Wam opowiem.
Wstałam, umyłam się i ubrałam, nic nie jadłam. Poszłam pod Zamek i zapytałam się Krucia co tym razem zamienił w kamień. Poszłam do Dżungli i zobaczyłam biedną palmę. Zaraz po tym pobiegłam do Kamarii i wzięłam różdżkę, a wylosowałam śliczne zielone zasłony w serduszka. Odczarowałam palmę, a jak wracałam na Zamek zobaczyłam Dawidlisa, jakby na mnie tam czekał. Pogadaliśmy sobie z 2h. Ja potem musiałam iść na lekcję j. angielskiego. Po lekcji poleciałam do domku zjeść obiad i podziękowałam opiekunce mojego dziecka. Poszłam z córeczką do Aqua Parku na Panfu.
Jak wróciłam, pobawiłam się z Nel ( moja córeczka ). Dałam jej podwieczorek i poszła spać.
Ja jeszcze oglądałam filmik. Niestety już było późno, więc zjadłam, umyłam się i pościeliłam sobie łóżko. Rano wstałam rześka i wypoczęta.
I to wszystko Pa

Dziennikarka Naliaaa1

P.S Przepraszam, że nie dałam zdjęć, ale komputer jest "zapchany" i nie da się zapisać na nim.