Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 stycznia 2011

Nawiedzony kiosk cz.2

Hej^^
Dziś opowiem Wam co usłyszałem po tych słowach:"poproszę gorącą czekoladę".
...trisz-tasz.
Kto to? Trisz tasz.... . Moja ciekawość była bardzo duża musiałem więc szybko zajrzeć za ladę nagle ku moim oczom ukazała się biała mysz.Można pomyśleć ,że to pewni mała bezbronna myszka wdarła się i zjada smakołyki.Lecz ta mysz przemówiła.Powiedziała ,że ktoś ją zaczarował.Bardzo mnie to zdziwiło iż w tych czasach mało osób zna się na magi i czarowaniu.Zapytałem kto to zrobił?Sprzedawca odpowiedział panda w białym kaftanie.Na to poprosiłem sprzedawcę by został.A ja pobiegłem ile sił w moich łapkach do Kamari.Opowiedziałem jej te całą dziwną historię.Na to Kamaria kazała mi przynieść zielone liście i niebieski papier.Do końca nie wiedziałem poco Kamari papier lecz przyniosłem jak prosiła.Kamaria coś powiedziała pod nosem dała mi liście i papier i kazała nacierać tym mysz do skutku.Podziękowałem i pobiegłem do kiosku.Kiedy wchodziłem pani wychowawczyni mnie zatrzymała... .
-Gdzie się tak śpieszysz?-zapytała
-Idę po gorącą czekoladę prze pani
-Byle szybko-odpowiedziała
Kiedy byłem już w kiosku podszedłem do sprzedawcy i zacząłem nacierać go jak Kazała Kamaria i tak przez 10 minut.Po chwili sprzedawca odzyskał swój dawny wzrost.Podziękował i dał dwie gorące czekolady.Ja także mu podziękowałem i wróciłem z panią do szkoły.
Ten dzień zapamiętam do końca życia.
THE END

niedziela, 2 stycznia 2011

Motorówką popłynełam hen w dal. A gdzie? Dowiesz się sam!

Hej! Opowiem Wam o mojej wielkiej przygodzie, która zdarzyła się
tydzień temu. Niestety musiałam otrząsnąć się z wrażeń, a opowiem Wam
o dziwnej wyspie.
Tydzień temu postanowiłam odwiedzić Bar Piratów. Restauracja była niestety zamknięta.
Bardzo chciałam napić się ciepłej czekolady. Nie wiedziałam, czy ją dostane w
Barze Piratów.
Gdy byłam już obok drzwi, ktoś mnie zawołał:
- Hej, Stella! Pomóż mi. Coś nie tak jest z moją łodzią! - krzyknęła obca panda.
Skąd do licha ona zna moje imię? Postanowiłam ją zignorować. No ale jak można

ignorować pandę, która domaga się odpowiedzi? Krzyczała i krzyczała wniebogłosy. Trochę mnie to zirytowało, ale cóż zrobić? Nagle pod moimi nogami zauważyłam przemoczoną, chyba dzisiejszą gazetę.
Na pierwszej stronie widniało moje zdjęcie z wielkim nagłówkiem powyżej
"Stella uratowała Bolisia wspaniałej reporterki Elli". No tak. Teraz wiedziałam skąd tamta nieznajoma panda znała moje imię. Teraz każdy je znał.
Zawsze bałam się motorówek i głębokiej wody, lecz jednak podeszłam do pandy:
- Słucham? - spytałam uprzejmie.
- Nareszcie przyszłaś! Proszę, pomogłabyś mi w naprawię motorówki?- odpowiedziała nieznajoma.

- Eh, nie znam się za bardzo na motorówkach.
- Podasz mi tylko tą skrzynkę nic więcej.

- No dobrze.
Podbiegłam byle najszybciej do skrzynki. Gdy weszłam na motorówkę obca panda szybko z niej wysiadła i odcięła sznur przyczepiony do jakiegoś gwoździa.
Krzyknęłam ze strachu, gdy panda rzucała kamieniami w lód. Roztopił się, a ja zaczęłam płynąć w stronę morza. Słyszałam już tylko śmiechy nieznajomej.

Spanikowałam. Byłam tak przestraszona i zmęczona płaczem, że zasnęłam.
Jak długo spałam? Nie wiem. Wiedziałam tylko, że jestem bardzo głodna.
Wyciągnęłam z torebki jabłko, trzy pierniczki, skwaśniały ser topiony i stary chleb.
- Świetnie - powiedziałam do siebie i zaczęłam zjadać jabłko. Później pochłonęłam dwa pierniczki. Strach mnie nie opuszczał. Nagle zauważyłam mały punkcik gdzieś daleko na północny wschód. Zanurzyłam łapki w wodzie i machałam nimi jak oszalała. Zamarzły. Co ja sobie myślałam? Tu trzeba było mieć wiosła.
Zaczęłam dmuchać na przemarznięte łapki i... znowu zasnęłam.

Gdy się obudziłam, znalazłam się w dziwnym miejscu. To był chyba port, ale nie Stary Port mojej kochanej wyspy, tylko jakiś... inny.

Nie podskawiłam ze szczęścia. Motorówka stała w miejscu. Wszędzie był lód i śnieg. Jeszcze jakiś szop wpakował mi się na motorówkę i zabrał torebkę. Stałam jak mur i patrzyłam. Zaraz nabiegło z setki takich szopów. Cisnęłam kołem ratunkowym, które znalazłam w motorówce w szopa, który pochłaniał ser.
Ten zakwiczał i zwiał z moją torebką. Zbiegł się tłum zwierzaków. Niektórzy skakali z mostu na motorówkę. Uciekłam i wpadłam na jakiegoś innego szopa, który siedział przy ognisku. On poprosił mnie, żebym poszła za nim. Nie miałam wyboru. Popatrzyłam ukosem na motorówkę, którą oblazły te zwierzaki.
Doszłam do chatki na drzewie. Była bardzo duża. Ściany były koloru zielonego i wszędzie zwisały żyrandole. Na podłodze leżał szeroki dywan. Wszędzie były okna. Naliczyłam ich 12. Wszystkie były małe i dziwnie zwisały. Usiadłam na kanapie i opowiedziałam szopowi o mojej przygodzie. On przeprosił mnie za wszystkich jego "kolegów" i pobiegł na strych. Siedziałam tak na kanapie i patrzyłam na płatki śniegu tańczące na wieczornym niebie. Zauważyłam kominek. Podeszłam do niego i zrobiło mi się przyjemnie ciepło. Szop wrócił z plecakiem.
Powiedział mi jak łatwo mogę wrócić do domu nie używając motorówki, ani helikoptera. Podał mi plecak i zaprowadził na dwór:
- Gdzie mieszkasz? - spytał.
- Oh. Na wspaniałej wyspie, a nazywa się Panfu - odpowiedziałam rozmarzonym głosem.
Usłyszałam parę stukań i... poleciałam! Byłam 5... 10... 15  lub więcej metrów nad ziemią. Leciałam w stronę morza. Zrobiło mi się nie dobrze, ale nadal byłam zachwycona. Leciałam bardzo długo. Po trzech godzinach ujrzałam mały zielony punkcik. Tak, to nasza wyspa! Gwałtownie przyśpieszyłam i... w mgnieniu oka znalazłam się w Starym Porcie. Uradowana pobiegłam do mojej chatki.
Położyłam plecak na łóżku i zrobiłam sobie herbatkę z bambusa.
Tyle wrażeń. Ahh. Chciałabym polecieć tam jeszcze raz. Podziękować za wszystko szopowi. Może oprowadziłby mnie po jego wyspie? To było lepsze niż moja stara przygoda w górach.








czwartek, 30 grudnia 2010

Jak mnie morze porwało,cz.1

Witajcie!
Opowiem Wam pewną historię, którą przeżyłam jakiś czas temu.
No więc...
Były wakacje, słońce prażyło, wszyscy wesoło biegali po dworze.
Siedziałam w domu, ponieważ byłam lekko przeziębiona.
Po jakimś czasie wyzdrowiałam.
Ruszyłam na Plażę.
Pływałam w morzu, kiedy nagle...
-Ratunku! Ja tonę! Tu jest jakiś wir... - krzyczałam.
Ale bez skutku.
Po jakimś czasie, byłam na dnie morza.
Bardzo się bałam, kiedy zobaczyłam... pandzie syreny!
Spójrzcie tylko:
-Luno, ona nie może oddychać! Pomóżmy jej! - krzyknęła ta w rudych włosach.
Ta w blond włosach, pewnie Luna, chwyciła mnie za rękę.

cdn.
Dziudek

sobota, 4 grudnia 2010

Opowiadanie

Witam Was! Opowiem Wam moją dzisiejszą historię.

  Dziś wstałem o 6.00. Dlaczego tak wcześniej? Mój brzuch domagał się śniadania. Poszedłem więc do Igloo, żeby coś zjeść. Gdy byłem w igloo zachciało mi się potwornie spać, więc usiadłem na stołku, zamówiłem jedzenie i czekając na kelnera postanowiłem się przespać. Obudził mnie kelner słowami: "Wstawaj, wstawaj ja tu dla ciebie jedzenie mam, a ty co?!". Szybko wstałem, ale jakoś nie chciało mi się jeść. Dziobnąłem troszkę jak wróbelek i postanowiłem pójść na Basen. Pobawiłem się trochę z pandami, bo była bardzo ciepła woda. Następnie poszedłem na Wulkan, żeby popatrzyć na gwiazdy przez teleskop. Na wulkanie było dość chłodno, więc poszedłem się ogrzać przy suszarce na górze Big Foota (tam było ciepło i zimno, ponieważ ta góra jest okryta śniegiem, a suszarka daje ciepłe powietrze). Po tym wspaniałym dniu wróciłem do domu i jakoś dziwnie się poczułem. Najpierw miałem dreszcze, potem obleciało mnie przerażające gorąco. Postanowiłem zmierzyć gorączkę i... miałem 38 stopni!
  Przeanalizowałem wszystko, co się działo dzisiejszego dnia i już nie dziwiłem się, że jestem chory. W końcu zasnąłem w Igloo, a tam było zimno. Kelner zaserwował mi gorącego kurczaka, więc się ogrzałem i już po tym było mi dziwnie. Następnie poszedłem na Basen do ciepłej wody. Na Wulkanie było chłodno, więc to następny krok do choroby. A potem kluczowy moment! Poszedłem na górę Big Foota Tam panowała dziwna atmosfera. Było gorąco, więc odszedłem od suszarki najdalej jak umiałem i... było mi tak zimno, że znów pod nią wróciłem, a wszyscy wiedzą że ciepłe+zimne=choroba. Poleżałem w domu pod kołdrą popijając herbatke bambusową i zrobiło mi się lepiej. Od tej pory uważam co robię.

środa, 3 listopada 2010

Mała wielka przygoda...

Hej Pandy! Dzisiaj rano udałam się nad wodospad porobić zdjęcia. Niestety aparat wpadł mi do wody... Żadnego zdjęcia nie zrobiłam... : [  Następnie poszłam do jaskini profesora Bookworma, gdzie miałam spotkać się z jedną z moich koleżanek. Postanowiłyśmy się odmłodzić ;] Ja pierwsza weszłam do maszyny i..., i... Ogromnie się przestraszyłam, bo gdy już chciałam wyjść, nie mogłam otworzyć drzwi! Maszyna cały czas mnie zmniejszała, aż w końcu stałam się rozmiarów mrówki. Taka malutka miałam szansę prześlizgnąć się pod drzwiami!
Ciąg dalszy napiszę Wam jutro ;)
Zubika

wtorek, 2 listopada 2010

W lasku obok obory, co się wydarzyło

Hej pandy!
Dziś poszłam do lasku obok obory.
Nagle usłyszałam głośne:
- Uuuu!
Przestraszyłam się i chciałam uciekać, ale zobaczyłam światło.
Odważnie poszłam w stronę światełka.
Zobaczyłam nietoperze, a potem pająka, wielkiego!
Zemdlałam.
Gdy się obudziłam, leżałam na trawie w lasku.
Obok mnie była Stella.
- Jakaś ty piękna... - wymamrotałam.
Bolało mnie kolano.
A pająk?
Stella chciała mówić, ale nie mogła.
Z góry zobaczyłam ptaka.
A na nim siedziała.... panda!
Okazało się, że panda wysłała Stellę żeby mi pomogła.
A było tak:
Przestraszyłam się pająka.
Nietoperz chciał go zjeść i mu się to udało.
Ale zahaczył o moje włosy.
Wtedy krzyknęłam i zemdlałam, moje kolano uderzyło w korzeń.


Poszłam do Szpitala,
Pielęgniarka opatrzyła mi kolano.
Potem poszłam do chatki, bo musiałam odpoczywac.
Zjadłam tosta i wypiłam kakao,
Koniec ;D
No to paaaaaaaaa;))

Latarnia Włączona! Czy zaczyna się nowa przygoda?

Cześć! Czy widzieliście
błyski? Czy to latarnia włączona?
Nie, wydaje mi się, że raczej ZEPSUTA.
Latarnia powinna się świecić, a nie kopać prądem ^.^.
Opowiem Wam coś.


Dzisiaj przechadzałam się po Panfu.
Weszłam do lodziarni, zamówiłam loda i ruszyłam na Plażę.
Pioruny raziły mnie w oczy.
Powstawały one w Latarni. Rzuciłam loda na piasek i weszłam do Latarni.
- O nie - powiedziałam do siebie.
Teraz trzeba pokonać schody. Wspinałam się tak na górę z pół godziny.
W końcu byłam już na szczycie: "centrum wytwarzania tych dziwnych piorunów".
Chciałam wyłączyć światło, ale za to oberwałam prądem.
Cała czarna w rozszarpanych ciuchach wróciłam do domu.
Wszystkie zwierzątka bardzo się przestraszyły. Poszłam do łazienki, umyłam się, zabrałam laptop i pobiegłam na Plażę jeszcze raz. Zrobiłam zdjęcie i zaczęłam pisać dla Was tą notkę. Uważajcie! Was też może kopnąć prąd!
Pisała dla was:

niedziela, 31 października 2010

31 października...

Witajcie Drogie Pandy! Wiecie jaki dziś dzień? Podpowiem wam: zaczyna się na "h", a kończy na "n". Tak jest! To Halloween! Z okazji tego święta postanowiłam pójść na tą imprezę na Sali Balowej. Powiem Wam, że to nie był taki zły pomysł. Spotkałam podczas tej imprezy mojego kolegę Olka55555 . Świetnie się z nim bawiłam :) . Trochę tańczyliśmy, odrobinę gadaliśmy, ale duchów nie spotkaliśmy :( Szkoda..., ale to nie wszystko. Spotkała mnie pewna przygoda podczas tej imprezy. Nad naszymi głowami latały całkiem spore nietoperze. Trochę się martwiłam, czy jeden z nich mnie nie porwie. Powiedziałam o moim zmartwieniu mojej koleżance Julce, która poszła ze mną na imprezę. I wtedy to się stało. Wykrakałam! Jeden z nietoperzy podleciał do mnie i złapał za mój plecak. Nagle nie czułam ziemi pod stopami. 



Krzyczałam: "Ratunku! Pomocy! Nietoperz mnie złapał!". W jednej chwili wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć. Nietoperz wyleciał z Sali Balowej. Zaczął lecieć przez całe Panfu. Znużona tym lotem zaczęłam przysypiać, ale w tej chwili nietoperz wylądował. Kiedy postawił mnie na ziemi nie wiedziałam gdzie jestem. Potem dopiero skapnęłam się, że jestem na Górze Czaszki. Myślałam: "Po co ten nietoperz mnie tu zabrał?" . Zauważyłam, że coś leży na ziemi. Przykucnęłam obok tego. Był to malutki, ranny nietoperz. -A więc po to mnie tu zabrał - pomyślałam. Wyjęłam z plecaka moją podręczną apteczkę i zaczęłam opatrywać zwierzę. Jak już dokończyłam mały nietoperz poczuł się dużo lepiej i mógł nawet latać. Nie był jeszcze o pełni sił, więc postanowiłam zanieść go do weterynarza. Mój duży przyjaciel Ratownik (Tak nazwałam nietoperza) towarzyszył mi cały czas w drodze do lekarza zwierząt. Kiedy już doszłam i Pani Lili obejrzała Juniora (tak nazywa się mały nietoperz), stwierdziła, że podczas drogi tu wypoczął na tyle, by móc żyć samodzielnie, ale powiedziała, abym wzięła go do domu i przyprowadziła go za tydzień. Jako że Ratownik nie chciał odstąpić Juniora ani na krok, musiałam również przygarnąć i go. Tydzień później znów poszłam do Pani Lili, a ona stwierdziła, że można go wypuścić na wolność. Było tylko jedno ale... moi koledzy nie chcieli polecieć na wolność, więc przygarnęłam ich na zawsze.



To już koniec opowiadania :) Do usłyszenia!

Wasza Pelagia1999 :)

środa, 27 października 2010

Nocna przygoda

Kilka dni temu obudziłem się o... 24:00. Właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda. Zwykle, gdy budzę się o tej godzinie nie za dobrze idzie mi zaśnięcie znowu, więc pomyślałem, że pooglądam telewizje. TPN - koniec programu, Pansat - koniec programu, PTV - jakieś denne piosenki, VIPA - maraton z "The Smashing Pancakes". Nareszcie coś fajnego. Na moje nieszczęście po jakichś pół godziny wyłączyli prąd. Zgłodniałem, więc pomyślałem, że coś zjem, jednak lodówka i każda szafka była pusta, więc wybrałem się do Miasta. Wiedziałem, że chodzenie po nocy to nie najbezpieczniejsza rzecz na świecie, ale pomyślałem, że to tylko krótki spacerek. Zamknąłem drzwi od chatki na klucz i wyszedłem na dwór. Było ciemno i świeciło się tylko kilka lamp, jak to w nocy, ale to nie robiło wielkich trudności. Chodziłem sobie po mieście, kiedy prawie całe Panfu spało. Oglądałem wystawy sklepowe i różne takie. Nagle naprzeciwko mnie przebiegł jakiś cień.
-Levy, weź, to tylko wyobraźnia - powiedziałem do siebie, ale to nie była wyobraźnia, bo koło mnie stanął nagle... uciekinier z więzienia (i to takiego dla na prawdę niezłych przestępców)
-No ja nie mogę... - powiedziałem. 
-No, no. Mała panda wybrała się na nocny spacerek? Nie wiesz, że nie chodzi się po zmroku? Dawaj całą kasę jaką masz, to oszczędzę ci bólu.
- W twoich snach! - krzyknąłem do bandziora, z całej siły walnąłem go w brzuch i zacząłem wiać.
Krótko mówiąc: przestępca strasznie wkurzył się za to, co mu zrobiłem i zaczął mnie gonić.
Pobiegłem do chatki i zacząłem szukać kluczy. Okazało się, że zgubiłem je gdy uciekałem...
- I tylko tego mi brakowało! - krzyknąłem i zacząłem szukać kryjówki. Pobiegłem do Miasta i chciałem schować się w sklepie, ale zapomniałem, że był zamknięty, więc cóż... rozbiłem okno i wskoczyłem do środka. Złodziejowi nie trudno było zobaczyć rozbitą szybę sklepu.
- Już po mnie - Szepnąłem z rozpaczą do siebie, kiedy przypomniało mi się, że mam przy sobie komórkę. Mogę zadzwonić na policję! Ale bateria mi się rozładowała... więc sam musiałem "pobawić się" w policję. I wtedy się zaczęło, bo jak tu złapać jednego z najgroźniejszych przestępców Panfu?! Jakoś się uda. Pożyczyłem trochę rzeczy ze sklepu i zacząłem jak najszybciej robić pułapkę. Ale złodziej, to nie jakieś zwierzę, że łatwo wejdzie w zasadzkę. Trzeba trochę pomyśleć. Dycha - nie nabierze się. Portfel - też nie, ale ja... będzie chciał się odegrać za to, że przestawiłem mu żołądek z trzustką. Stanąłem przed pułapkom, a gangster od razu dał się nabrać i "cudem" wpadł w zasadzkę. Potem zostawiłem go w Mieście
- Policja na pewno przyjdzie tu i zrobi swoje - pomyślałem i poszedłem do domu. Po drodze udało mi się znaleźć klucze, więc spokojnie wróciłem do chatki. Spojrzałem na zegarek: 07:50, a lekcje zaczynają się o ósmej...

poniedziałek, 25 października 2010

Straszne spotkanie

Witajcie Drogie Pandy! 
Nie uwierzycie, co mi się dziś przydarzyło! Jak codzień po szkole poszłam z moimi koleżankami na spotkanie naszej grupy (Niebieskie koszule od Czerwonych koszul z „Chłopcy z Placu Broni”). Nie mamy miejsca spotkań, ale zwykle przychodzimy na  teren naszego wroga („Dziewczyn z Placu Broni”), czyli do opuszczonej cukierni. Nie lubię tego miejsca, gdyż jest tam strasznie. Na dzisiejszym spotkaniu postanowiłyśmy, że wejdziemy do tego budynku przez okno. Ja oczywiście od razu poszłam do domu po potrzebny mi ekwipunek (latarka, lina, batoniki). Spotkałyśmy się ponownie tam 10 min. później. Olga, jedna z moich koleżanek znalazła w internecie stare plany tej cukierni, więc mogłyśmy spokojnie po niej chodzić. Ciężko było do niej wejść przez okno, więc zaproponowałam, abyśmy wywarzyły drzwi. Dziewczynom nie przypadł ten pomysł do gustu, ale wolały to, niż okno. Po pewnym czasie udało się wywarzyć drzwi. W środku było ciemniej niż mi się wydawało. Nawet przy latarce było niewiele widać. Olga wyjęła swoje plany budynku. Okazało się, że pod nami jest jakieś inne piętro. To inne piętro było podpisane jako „LOCHY” .

Strasznie się przestraszyłam, gdy się dowiedziałam, że tu są lochy. Na dół prowadziły schody, ale niestety zostały rozwalone, a z dołu dochodziły jakieś jęki. Było łatwo odczytać z nich, że to jęki cierpienia. Obok dawnych schodów był słupek. Sprawdziłam, czy się nie złamie, a potem przywiązałam do niego linę węzłem „Pętla Gruba Ósemka”. Olga chętniej zeszła na dół niż moja druga towarzyszka, Julka. Gdy wszystkie znalazłyśmy się na dole, poszłyśmy prosto korytarzem. Doszłyśmy do wielkiego pomieszczenia, a tam zobaczyłyśmy widmo w łańcuchach.

-Aaaaaaaa! – krzyknęłyśmy wszystkie na raz.
-Spokojnie dziewczyny! – powiedziało widmo.
-K-k-kim jesteś? – zapytała się Olga.
-Jam duch Halloween – odpowiedział spokojnie duch. –Co wy tu robicie? – spytał się nas.
-My chciałyśmy zobaczyć, co jest w tym budynku. – odpowiedziałam. –A ty skąd się tu wziąłeś? – zapytałam.
-Zawsze trochę przed Halloween tu przychodzę, aby poćwiczyć straszenie. To moja praca – powiedział.
-Rozumiem. A te jęki? To ty? – ciągnęłam ciąg pytań.
-Tak - powiedział dumnie.
-Bardzo straszne. Na pewno wiele osób się tego przestraszy – powiedziałam z uśmiechem.
-Dziękuję ci. Miło mi to słyszeć - uśmiechnął się –Ale teraz muszę wymyśleć dla Was coś specjalnego na Halloween - powiedział.
-To my nie będziemy ci przeszkadzać. A i przepraszamy za drzwi – powiedziałam.

Po tej dziwnej rozmowie z Duchem poszłyśmy do wyjścia. Julia i Olga wciąż stały jak pieńki. Dopiero po kilku minutach się ocknęły. Strasznie się przestraszyły. Ale będę miała przynajmniej, co opowiadać na Halloween. To będzie historia pt.: „Straszne spotkanie”. Już się boje :D Muszę kończyć! Do usłyszenia!

Wasza Pelagia1999 ;)  

niedziela, 24 października 2010

Dom na szczycie

Opowiadanie by Dziennikarz @Emilka@
Z cyklu "Wyprawy w nieznane"
pt. "Dom na szczycie"
Dalej jechałyśmy, a ciotka ciągle powtarzała "za niedługo Panfry". Już przez okienko samochodu widać było pasmo górskie. Spoglądałam szybko na zegarek, dochodziła 20:00. Oczy moje zamykały się. Już przejechałyśmy południe i trochę wieczora. Zasnęłam. Ciotka także była zmęczona, ale dzielnie prowadziła.
-Jesteśmy! - zawołała.
Powoli otworzyłam ślepia. Było tak ciemno, że nawet nie widziałam swojej własnej łapki. Zabawne jest to, że domu też nie widziałam.
-Ciociu? Gdzie dom? - zapytałam się.
-Hahah! Nie znajdziesz go na dole - roześmiała się ciotka.
-Czyli, że....jest u góry? - zająknęłam się.
-Nie u góry, tylko na górze. Mam latarkę, oświetlimy drogę, zaniesiemy bagaże, od razu się położysz, a od jutra zaczniemy pracę - oznajmiła Magda.
Wzięłyśmy się do roboty i wkrótce byłyśmy w domku.
Nagle coś zauważyłam.
-A gdzie są bagaże? - zdziwiłam się.
-To zabawne,zostały pod górą - zachichotała ciocia.
-Ale..., w co ja się ubiorę? - zapytałam.
-Jest zimno, teraz po nie nie pójdę, z samego rana po nie wrócimy - powiedziała.
-W czym ja będę spać? - spytałam.
-W ubraniu, no zmykaj do pokoju! - wykrzyknęła.
Poszłam i zasnęłam spokojnie w moim pokoiku na poddaszu.
Następnego ranka obudziłam się szybko, ponieważ słyszałam przeraźliwe szumy. Był to odkurzacz, ciotka sprzątała jak co poranek. Przyjrzałam się dokładnie pokoikowi.
Ściany miał pokryte jasną zieloną tapetą, podłoga była pokryta panelami drewnianymi, w pokoju znajdowało się łóżko z wielobarwnym okryciem, koło niego był malutki nocny stoliczek, nie zabrakło również szafy. Pokój raczej zaliczał się do małych, lecz przytulnych. Cały dom nie wyglądał jak moja chatka. Był dużo za duży. W głowie mieszały mi się przemyślenia. Ciekawi mnie to, kiedy ciotka zawoła mnie na śniadanie, dochodzi już 9.00!
CDN.
Jeśli nie czytałeś/łaś pierwszej części,znajdziesz ją tu.

sobota, 23 października 2010

Opowiadanie na śniadanie

Dzisiaj, gdy przechadzałem się po Panfu, nagle zobaczyłem przed Zamkiem zapłakanego klauna! To dziwne, ponieważ klaun nigdy nie płacze. Zapytałem go co się stało? On odpowiedział:
-Dziś gdy chciałem iść rozweselać pandy nad Jeziorem, Bonez zablokował mi wejście! Rozumiesz to? Gdy nie będę nad Jeziorem pandy będą smutne, przygnębione i całe Panfu zamieni się w potwornie smutną wyspę :(
Pomyślałem sobie, że pójdę to zobaczyć. I rzeczywiście Bonez blokował wejście! Zapytałem go czemu to robi. Przecież Jezioro to najweselsze miejsce na Panfu! Odburknął mi:
-Nikt nigdy nie pozwalał mi wejść nad Jezioro i nie mogłem zaznać tej przyjemności zabawy! To teraz ja to zrobię mała pando. Buahahahaha!
Pomyślałem, że to może być sprawa klauna, więc znów do niego pobiegłem. Zapytałem czy kiedykolwiek blokował Bonezowi wejście do Jeziora.
-Nooo... Może raz - odpowiedział ponuro.
-Już wiem co zrobić! Chodź ze mną - krzyknąłem.
Klaun trochę zmieszany poszedł ze mną nad Jezioro i przeprosił Boneza. Bonez przyjął przeprosiny i razem zaczęliśmy się pluskać w wodzie.



KONIEC
Klaun zgodził się na zrobienie zdjęcia, niestety Bonez już poszedł :).
Morał z tego taki, że każdy nie jest zły, może po prostu miał złą przeszłość :)

niedziela, 17 października 2010

Straszna opowieść!


Cześć!
Opowiem Wam moją historię. Jeśli macie stracha przed ciemnością, nie czytajcie tego, chyba że chcecie mieć koszmary ;)
Więc zaczynamy...:

Był brzydki, wietrzy i deszczowy dzień, a pioruny waliły jak szalone.
Nagle zgasło światło, PSTRYK!
-Agca! Idź zobacz bezpieczniki! Chyba coś trzasnęło!
-Ale... jest zimno i ciemno!
-Spokojnie, to tylko 5 minut!
-No... dobrze. I idę.
Wyszłam, a na dworze było jeszcze paskudniej niż w ciemnym domu!
-Brr... ale zimno! Dobra, tam powinny być bezpieczniki - powiedziałam.
-Ten jest dobry, ten też. Aaaaa! -  i nagle przerwałam.
Po kilku minutach spadania w dół poczułam, że robi się ciepło.
-Oj, muszę być już bardzo głęboko.
I upadłam na... poduszkę?! Nawet jak na tą opowieść to dziwne!
-Halo! Jest tam kto? - krzyknęłam i echo odpowiedziało.
-Graa! Graa! - coś mówiło.
Połknęłam ślinę, jak w każdym horrorze, których się naoglądałam.
Poszłam dalej za strasznym głosem.

Było zimno, mokro i strasznie. Mówię Wam, nie chcielibyście tam być!
Po pół godzinie drogi zaczęło się robić jeszcze zimniej.
Dźwięki były coraz straszniejsze, a ja bardziej przerażona.
-K... kimkolwiek j... jesteś w... wychodź! - krzyknęłam najodważniej jak mogłam.
I nagle potknęłam się o coś. Była to... gazeta?!
Było za ciemno, żeby czytać, ale widziałam wie
lki napis na obrazku:
,,UWAGA! ZŁODZIEJ DZIECI GRASUJE I PORYWA PO PANFU!"
Mówię wam, czułam wtedy, że staje mi serce ze strachu!
Ale pomimo przerażenia, poszłam dalej.
Zatrzymałam się widząc dziwne światło, i nagle ktoś zaczął się wyłaniać.
Myślałam, że to ten złodziej dzieci!

Ale ku mojemu zdziwieniu to był... Krucio!
-Nie martw się mała pando, to tylko mój strój Halloween - powiedział ten Paul.
-O, cześć Paul - odpowiedziałam.
-Też tu utknęłaś? - zapytał.
-Niestety tak. Wiesz jak stąd wyjść?
-Nie... BUHAHAHA!
-Paul, co ci jest?
-Haha! Dałaś się nabrać naiwna pando! Teraz spotka cię...
I obudziłam się! Jeszcze na śniadaniu ledwo co jadłam płatki.
-Kochanie, co ci jest? - zapytała moja mama.
-N... nic m... mamo.
Dopiero w szkole dotarłam do siebie.

KONIEC

Och, pisząc to też się wystraszyłam.
Dobrze, kończę, bo zaraz zemdleję.

Pozdrawiam!

Wasza Agca23

piątek, 15 października 2010

Dziwna przygoda...

   Dzisiaj  obudziłam się punktualnie o 6:00. Dlaczego tak wcześnie? Dlatego, że mój mały psotny, czarny Boliś nagminnie domagał się spaceru. Prędko się ubrałam, chwyciłam Bolisia pod pachę i wybiegłam z nim na świeże powietrze. Dzień był pogodny, ale mimo to dość chłodny. Na szczęście wzięłam ze sobą ciepły płaszczyk. Zarzuciłam go prędko na siebie, aby się nie przeziębić. Pobiegłam razem z małym B. (tak nazywam mojego Bolisia) na Plażę. Rozejrzałam się dookoła i... nie zauważyłam ani jednej pandy! Zainteresowana tym faktem postanowiłam dokładniej rozejrzeć się po Panfu. Najpierw odwiedziłam Podwodną Szkołę (tam zawsze jest raczej mało pand), o dziwo spotkałam tam jedną pandę imieniem Karinka112. Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że jest ona nauczycielką i czeka właśnie na swoich uczniów, których nie ma już od ponad dwudziestu minut! A ona aby się nie nudzić podczas czekania gra w wyścigi ślimaków. Umówiłyśmy się, że ja poszukam jej klasy a ona poczeka w Podwodnej Szkole. Obiecałam, że będę za pięć minut.
   Na całym Panfu spotkałam tylko jedną uczennicę Karinki112, nosiła ona imię Nodzia_Lodzia. Wysłałam ją szybko do Podwodnej Szkoły po czym udałam się na zwiad jaskini profesora Bookworma. Tam też siało pustkami. "Dziwne... bardzo dziwne..." - pomyślałam i wróciłam (razem z małym B.) do podwodnej szkoły. Zaglądnęłam do wszystkich sal, ale po Karince112 ani po Nodzi_Lodzi nie było nigdzie śladu! Wyruszyłam na wielkie poszukiwania. Przeszukałam całą wyspę zaglądając pod każdy kamień, za każde drzewo i do każdej dziury. W końcu w Sklepie ze Zwierzętami w Mieście spotkałam pandę imieniem Konrad_77231. Po kilkominutowej wymianie uwag okazało się, że jest on nowym sprzedawcą Bolisi i umówił się tutaj z klientem na prezentacje czerwonych, rasowych Bolisi. Postanowiliśmy, że się rozdzielimy i przeszukamy Panfu jeszcze raz. Na spotkanie umówiliśmy się w Restauracji za dziesięć minut. Nie było go tam (!). Postanowiłam więc zająć się swoimi sprawami, kiedy nagle przypomniałam sobie, że nie zajrzałam na Wodospad! Pobiegliśmy więc tam szybko razem z małym B. Okazało się, że jakaś panda postanowiła pobić rekord pand pod wodospadem! Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia... Ale co tam! Było super!


wtorek, 12 października 2010

Moja fascynująca przygoda

Wstałam wcześnie o godzinie 7:30. Zjadłam śniadanie i ubrałam się. Usiadłam na wygodnym fotelu i zaczęłam przeglądać mapę.
Na początku chciałam pojechać nad morze, ale pomyślałam,
że jest za zimno i z resztą byłam nad morzem w wakacje. Śledząc mapę i drogi zatrzymałam wzrok na Podpandatach. Są to góry.
- Dobrze by było chociaż raz w życiu wybrać się w góry - pomyślałam.
Wzięłam laptop i poszukałam strony z rozkładem jazdy pandokarów. Odczytałam z jednej strony, że najbliższy pandokar odjeżdża jutro o 12:45. Ruszyłam do Panko. Zastanowiłam się, gdzie mogę znaleźć walizki podróżne. Po dłuższym czasie spytałam starszą pandę:
- Dzień dobry. Czy wie pani może gdzie znajdę walizki podróżne? - spytałam
- Panda się wybiera w podróż? - zażartowała starsza panda.
- Tak - uśmiechnęłam się.
- Są w dziale sportowo-podróżniczym - odpowiedziała mi na pytanie.
- Och, bardzo pandzie dziękuje, życzę miłej soboty.
Ruszyłam na dział sportowo-podróżniczy i faktycznie znalazłam tam walizki.
Kupiłam średniej wielkości za 100 monet i wróciłam do domu.
Zaczęłam się pakować. Spakowałam do walizki tylko potrzebne rzeczy. Była już godzina 19:00. Postanowiłam wcześniej pójść spać, ponieważ musiałam mieć na jutro dużo energii, bo czekała mnie długa podróż. Położyłam się do łóżka, po czym natychmiast zasnęłam. Nastał nowy dzień. Obudziłam się o 11:30. Wyrwałam się z łóżka i pobiegłam do kuchni. Przygotowałam śniadanie ubierając się i szybko je zjadłam. Pobiegłam na dworzec Panda S i zaczęłam oczekiwać na przyjazd pandakaru. Po dłuższym czasie przyjechał z małym opóźnieniem. Wsiadłam do niego i wybrałam sobie miejsce obok okna. Położyłam walizkę, wyjęłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki z MP3. Nagle jakaś panda mnie szarpnęła. Przestraszona odwróciłam się. Mój wzrok wbił się w pewną pandę mojego wieku. Widać było po jej wyrazie twarzy, że była zdenerwowana. Spytałam ją, co się stało, a ona zaczęła krzyczeć i przeklinać. Zdenerwowana popchnęłam ją. Ona mi powiedziała, że zajęłam jej miejsce. Powiedziałam jej, że nie wiedziałam, że ona tu siedzi i na dodatek byłam tu pierwsza.
Nie lubię bójek, więc jej ustąpiłam



Stanęłam w kolejce do recepcji.
Po dziesięciu minutach oczekiwania nareszcie dotarłam do obsługi.
Trochę zdziwiło mnie to, że panda, która mnie obsługiwała mówiła po angielsku. Na pewno pochodzi z innej części wyspy Panfu. No cóż, zawsze chciałam tam polecieć, więc uczyłam się anielskiego. Teraz miałam okazję się popisać. Oto jak zaczęła się rozmowa:
-Hello, can I help you? - spytała mnie Panda
-Yes. I like to book a room, please. - odpowiedziałam
-How many night?
Tutaj się zatrzymałam. Nie wiedziałam na ile nocy wynająć pokój. Wreszcie zdecydowałam się na jedną noc.
-Just tonight.
-It's room 1153, which is on this floor.
-Ok. Thank you.
-Thank you.
Udało mi się! Wynajęłam pokój na jedną noc. Zabrałam walizki do pokoju. Pokój był przytulny i śliczny. Postawiłam swoje bagaże obok łóżka i wyszłam. Zamknęłam drzwi. Pobiegłam w ścieżką prowadzącą w góry. Zauważyłam tam grupkę innych osób i przewodnika. Na szczęście tutaj nikt nie mówił po angielsku. Po chwili oprowadzania zaprzyjaźniłam się z pewną pandą - Ashley. Była śliczną blondynką o niebieskich jak niebo oczach. Zaczęła się wspinaczka. Ashley miała szpilki, więc pożyczyłam jej drugą parę moich adidasów, którą zawsze zabieram. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć. Wspinałyśmy się cały dzień. W pewnym momencie Ashley poślizgnęła się. Starałam się nie panikować. Szybko złapałam ją za łapkę i pociągnęłam do góry. Udało się ją ocalić. Zapadł zmrok. Udało mi się dopiąć swego. Zaliczyłam szczyt i to nie byle jaki szczyt. Bardzo się cieszyłam razem z Ashley. Niestety trzeba było wracać. Postanowiłam zrobić obóz. Wyjęłam z plecaka namiot składany i zaczęłam go rozkładać zgodnie z instrukcją. Nareszcie udało mi się go złożyć i weszłyśmy do środka. Rozłożyłam ręczniki i materace, żeby było nam miękko i zasnęłyśmy. 

Nastał nowy piękny dzień. Zerwałam Ashley o świcie. Zjadłyśmy kanapki i wypiłyśmy herbatę z termosu. Wzięłam aparat i wyszłam z namiotu. Zrobiłam sobie małą wycieczkę i fotografowałam co się da. Później ruszyłyśmy w drogę powrotną. Opowiadałyśmy o naszych rodzinach i plotkowałyśmy o normalnych sprawach. W końcu byłyśmy już na bezpiecznym dole. Pożegnałam się z Ashley i ruszyłam do hotelu.
Okazało się, że nie potrzebnie wynajęłam pokój, ponieważ zrobiłam biwak w górach z superową pandą. Zabrałam bagaże, podziękowałam obsłudze i ruszyłam do pandokaru. Miałam szczęście, ponieważ pandokar przyjechał w tej samej chwili, kiedy byłam na miejscu i nie miałam ''przyjemności'' spotkać kolejnej "miłej" pandy. Dotarłam do domu o 18:00. Zjadłam kolację, przebrałam się w piżamę i pograłam na laptopie. Położyłam się spać o 20:00, ponieważ jutro czeka mnie kolejny tydzień szkolny.
Mam nadzieje, że wybiorę się jeszcze na taką ekscytującą podróż.
W szkole miałam dużo do opowiedzenia klasie. Po prostu to samo, co opowiadam Wam dziś ;). Koniec

Pisała dla Was

niedziela, 10 października 2010

Level Booster


Cześć!
Dzisiaj działa nasza maszyna Level Booster!
Bardzo się ciesze i w ogóle to miałam parę niespodzianek.
Mam 48 level.
Opowiem Wam moją zabawną historyjkę.


Wstałam o 10:00.
Pomyślałam sobie, że za 10 minut będą urodziny roku, czyli 10.10.2010 o 10:10.
Zastanowiłam się, co by tu szczególnego zrobić.
Niestety musiałam iść do łazienki.
Pech chciał, że trochę tam posiedziałam.
Była 10:10.
Pobiegłam na Boisko. Nie wiedziałam, co mam zrobić.
A co mi tam! Za rok też będzie to samo.
Ruszyłam do Miasta.
Nie dość, że musiałam czekać na zielone światło, to jeszcze
chamski kierowca. Jest zielone - pomyślałam.
Ja przechodzę na drugą stronę ulicy, a tu mi ktoś podjeżdża. Uciekam.
Jest czerwone światło dla pieszych, ale kierowca nie jedzie.
On jest pijany, czy co? - pomyślałam.
Podchodzę do niego, a on okazuje się być sową.
Dzwonię po policje i przechodzę na drugą stronę ulicy.
Wchodzę do sklepu z pamiątkami.
Patrze, a tu grupa pand plotkuje.
Podchodzę i słyszę, że plotkują o mnie! Natychmiast wychodzę ze sklepu. Jest bardzo ciepło, więc idę do Lodziarni. W drodze do niej widzę policje, sowę i
jakąś pandę.
Podchodzę i słyszę, co mówi panda.
-Ta sowa ukradła mi samochód! - powiedziała.
Policja wlepia mandat sowie i odchodzi.
Dziwny świat. Wchodzę do Lodziarni i proszę o lody.
Poprosiłam oczywiście o truskawkowe, bo to moje ulubione.
Wychodzę ze sklepu z lodem. Nagle jakaś panda na rolkach nie zauważyła mnie i wjechała na mnie. Lód mi spadł na ziemię. Co za pech! Natychmiast biorę telefon i już chciałam zadzwonić po pogotowie drogowe, aż tu nagle widzę, że samolot zahaczył kołem o linie wysokiego napięcia. Uciekłam. Bałam się, że na mnie spadnie. Idę do Dżungli.
Wchodzę do jaskini i sprawdzam co nowego u profesora Bookworma.
On siedzi i ogląda "P jak Panda".
Nie cierpię tego serialu, więc wychodzę. Idę w kierunku Maszyny Niespodzianki. Niestety nie ma nic dla mnie. Patrze, a tu jakaś kolejka.
Stanęłam na końcu i czekam. Mija godzina, półtora.
Jestem obok maszyny zwiększającej level. Poddenerwowana patrzę
jak jakaś panda wchodzi na nią. Widzę laser i hełm.
Ach to tak! Dzisiaj działa Level Booster! Mija 10 minut. Nareszcie nadeszła kolej na mnie!Wchodzę na nią, ale nic się nie dzieje.
Schodzę i kopię w maszynę z całej siły. Miałam czekać tyle czasu, żeby
tak się stało? Wchodzę jeszcze raz. Otrzymuje hełm.
Nagle czuje mrowienie w mojej łapie. Schodzę i czuje, że mam chęć do tańczenia. Tak, umiem nowe kroki tańca!
Wróciłam roztańczona do domu i włączyłam telewizję.
To był zwariowany dzień.


Koniec.
Pisała dla Was:

niedziela, 26 września 2010

Egipski sen

Opowiadanie Dziennikarki @Emilki@

pt. "Egipski sen".

Kolejny dzień po szkole. Męczące ćwiczenia na w-f' 'ie doprowadziły mnie do kompletnego chaosu w głowie. Wraz z zachodem słońca spojrzałam za okno. Zobaczyłam tam grupkę pand, które beztrosko grały w piłkę, ale ja nie miałam już siły na granie. Postanowiłam poleżeć sobie na łóżku i trochę porozmyślać. Tyle rozmyślałam, że aż zasnęłam.

Przeniosłam się tak jakby do zupełnie innego świata. Było w nim pełno piasku i piramid. Gdy zobaczyłam wielki posąg lwa-człowieka domyśliłam się, że jestem w Egipcie.



Przeraziłam się i to bardzo. Przeszłam nie cały kilometr i napotkałam TUTENCHAMONA!
Zaczął opowiadać jaki ten Egipt jest starożytny. Zaprosił mnie do restauracji, ale żeby do niej wejść muszę się przebrać za Kleopatrę! Trudno...

Może i nie wyglądam na prawdziwa Kleopatrę, ale i tak zostałam wpuszczona do restauracji.
W menu nie było nic pysznego, więc tylko poprosiłam o wodę, a gdy tak ją piłam, nagle się obudziłam. Byłam wspaniale wyuczona o starożytnym Egipcie. W następnym dniu szkoły bezbłędnie odpowiadałam na temat kraju nad Nilem.
Koniec!

czwartek, 23 września 2010

Groźny przestępca...

Dziś napiszę Wam już 2. część mojego opowiadania. :)
 Groźny przestępca podchodził do Krucia coraz bliżej i bliżej. Wyciągnął nóż, a Krucio zaczął się rozglądać za poszukiwaniem jakiegoś przedmiotu, którym mógłby się bronić. Przestępca był już bardzo blisko, kiedy Krucio zobaczył gałąź. Gałąź, która mogła ocalić mu życie...
 Nie zastanawiając się zaczął biec w stronę gałęzi. Kiedy do niej dobiegł zaczął szybko wspinać się na drzewo, z którego wyrosła. Czas płynął niemiłosiernie długo, minuta ciągnęła się za minutą. W końcu Kruciowi udało się wspiąć na bezpieczną wysokość, a przestępca nie mógł mu już nic zrobić.
- Ufff... Udało się. - westchnął, gdy przestępca oddalił się. Jednak teraz był inny problem. Robiło się coraz ciemniej. Za ciemno, by mógł znaleźć drogę do domu. Zwłaszcza, że w okolicy kręcił się jeszcze ten przestępca...
 Krucio długo nie myślał. znalazł sobie idealnie mocną gałąź, aby mógł się na niej przespać. Jednak noc nie przepłynęła mu spokojnie. Ciągle bał się, że przestępca powróci. O 3.00 nad ranem postanowił uciec. Biegł przez godzinę, aż w końcu znalazł wyjście! Wrócił do domu o godzinie 7.30. Jego mama była już na nogach, cała zapłakana. Krucio mógł wreszcie położyć się we własnym łóżku.
 Jednak pod wpływem tej ucieczki, spotkania z przestępcą i nocy na drzewie, Krucio bardzo się zmienił. Nie był taki jak wcześniej. Był taki inny...


Jutro napiszę Wam już kolejną część. :)
Mama nadzieję, że ta również się podobała. ;]
Pozdrawiam,
Milkaa1508

środa, 22 września 2010

Opowiadanie :)

Witajcie!
Wszyscy napisali już o przybyciu reżysera, nie będę się powtarzać. :P
Dziś żadnych nowości na Panfu, dlatego przygotowałam dla Was opowiadanie o... Kruciu! Lecz nie o tym naszym - czarnoksiężniku :P. Opowiadanie zawiera kilka części, więc codziennie będziecie mogli poznać dalsze losy Krucia. :)
Tak więc zaczynajmy!
  Był sobie kiedyś mały chłopiec o imieniu Krucio. Był bardzo niski, ale za to miał bardzo długie włosy. Nie był bogaty, ale uwielbiał jeździć na deskorolce. Wszyscy bardzo Go lubili, aż do czasu...
  Krucio zawsze miał dobre stopnie, ale nie był był tak zwanym "kujonem". Przeciwnie - bardzo mało się uczył. Znany był z wyluzowania. Kiedyś wybrał się z kolegami - Carlem oraz Bonezem, na rampy dla skatów. Tam wszystko się zmieniło. Krucio, jak wspominałam, miał słabość do jazdy na "desce". Tego dnia jeździł razem z Carlem oraz Bonezem na rampie i na chwilę zeszli, aby odpocząć. Nagle podszedł do nich pewien starszy chłopak - Justin. Zaczął śmiać się z Krucia, wyzywał go na wszystkie sposoby, od "biedaka" aż po słowa, których nie wymówię. Krucio załamał się, zaczął płakać i uciekać...
  Biegł tak pół godziny, aż się zmęczył. Biegł chyba przez 5 kilometrów! Usiadł i płakał. Nagle uświadomił sobie, że nie wie gdzie jest. Zaczął wołać o pomoc. Był gdzieś w lesie, a było bardzo ciemno.
- W którą stronę mam iść? - powiedział. Odpowiedziała mu tylko cisza. Nagle z krzaków wyłonił się bardzo niebezpieczny przestępca poszukiwany przez policję...

O dalszych losach Krucia dowiecie się już jutro. :)
Mam nadzieję, że się podobało. Wyraźcie swoje opinie w komentarzach. Może kiedyś nakręcę do tego film? :P. Zobaczymy :)
Pozdrawiam,
Milkaa1508 ;]

piątek, 10 września 2010

Ostatni taniec

Dzisiaj postanowiłam się przeprowadzić.
Znudziła mnie moja chatka i już!
Chciałam upiec jeszcze moje ostatnie ciasto
w mojej starej kuchni. Wyciągnęłam jajka, mąkę i...
no tak zapomniałam, że ostatni karton mleka oddałam kotu.

Musiałam iść po drugi. Przebrałam się i pobiegłam do sklepu.
Nie wiedziałam co się dzieje w mojej chatce. Gdy już kupiłam mleko
zauważyłam moją przyjaciółkę. Zaczęłyśmy rozmawiać o nowościach.

Spytała się mnie czy mogłaby mnie odwiedzić, gdy już się przeprowadzę.
Zgodziłam się chętnie. Po 30 minutach moja przyjaciółka musiała
wracać do domu by zrobić obiad. Byłam głodna, więc ruszyłam do Restauracji.
Pech chciał, że po drodze spotkałam mojego odwiecznego wroga!
Przestraszyłam się nie na żarty. Pobiegłam do domu i zamknęłam drzwi.
Usłyszałam muzykę z pokoju dyskoteki. Ruszyłam tam i co zauważyłam?
Moją Foxis tańczącą na macie do tańczenia. Reszta Pokopetsów i Bolisiów było zadowolonych. Ucieszyłam się, usiadłam na fotelu i oglądałam występ.

 
Postanowiłam zabrać moją Foxis do cyrku. Pobiegłam z nią tam i powiedziałam jej co ma robić. Chyba zrozumiała, bo puściła mi oczko.
Po chwili zaczął się występ.  Wspaniałe Pokopetsy wykonywały różne sztuczki i akrobacje. Było tak dużo pand, że nie mogłam dostrzec mojego
liska
.

Po dziesięciu minutach występ się zakończył. Zabrałam moją Foxis do domu. Znalazłam śliczny domek, kupiłam go i przeprowadziłam się, a potem
położyłam do łóżka. To był męczący dzień.

Pisała dla Was