Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Opowieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Opowieść. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Dziwny gość na Panfu


Hej futrzaki^^
Dziś opowiem Wam co przydarzyło mi się dwa dni temu.
Była to sobota rano. Wyszedłem z chatki i dużym krokiem poszedłem na plażę karaibską. Wtedy nie wiedziałem kogo spotkam.
Wyszedłem z chatki bardzo szczęśliwy ponieważ była już wiosna czyli moja druga w kolejności ulubiona pora roku. Poszedłem w stronę plaży karaibskiej by posłuchać jak Lenny ładnie gra. Kiedy dotarłem przywitałem się z Lennym i Penny i usiadłem. I tak słuchałem jego przepięknej piosenki. Po godzinie czasu położyliśmy się na piasku by odpocząć i posłuchać szumu fal. Kiedy tak leżeliśmy z zamkniętymi oczami usłyszałem głos pingwina. Moglibyście się śmiać ale to był pingwin. Płynął i wołał HELP. Widocznie nie był z Polski. Penny dobrze znała angielski więc szybko zawołała "pomóżmy mu on woła pomocy!" po chwili pingwin był na brzegu. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Wyglądał tak:












Był niebiesko-biały i było mu strasznie gorąco. Nie dziwiłem się gdyż pingwiny żyją na północy gdzie panuje zima. A na Panfu była już wiosna. Jak już mówiłem przez chwile nikt nic nie mówił. Pingwin przerwał cisze i powiedział "I'm hungers, and I'm hot"
Penny powiedziała, że jest mu gorąco i jest głodny. Pomyślałem co lubią pingwiny. I od razu wpadł mi pomysł by przynieść mu parę rybek. Lenny zaś pobiegł do chatki by wziąć kostki lodu potrzebne do ochłodzenia pingwinka. Kiedy nakarmiliśmy i ochłodziliśmy pingwinka Penny zapytała "What is your name?" (to znaczy jak się nazywasz) pingwinek odpowiedział tylko 'pingu'. Biedactwo pomyślałem. I od razu wpadł mi pomysł żeby pingwinka zaprowadzić na basen tam będzie mu lepiej. Kiedy Pingu był na basenie my zastanawialiśmy się co z nim zrobić.
- Przecież go nie zostawimy. - powiedziałem
- Mam świetny pomysł ! - krzyknęła Penny
- Jaki? Jaki? - zapytaliśmy
- Pamiętacie Big Foota? I ten chłód, który wyciekał z suszarki? - Powiedziała Penny
- Tak. - Odpowiedzieliśmy
- No więc możemy dzięki niej odesłać na krze pingwinka do domu ! -Dodała Penny
No i tak zrodził się nowy pomysł poszliśmy z pingwinkiem do suszarki włączyliśmy ją i skierowaliśmy na plaże. Następnie pobiegliśmy na plażę karaibską i położyliśmy pingwinka na krze, którą znaleźliśmy koło suszarki. Nagle wiatr mocno popchnął krę a razem z nią pingwina. Na koniec usłyszałem tylko ciche "Thank you" czyli dziękuje Wam.
I tak oto skończyła się moja przygoda z pingwinkiem o imieniu Pingu. Teraz już wiecie dlaczego ta przygoda jest taka wspaniała. A jeżeli mam szukać morału to powiem jedno: mówię Wam język angielski jest bardzo ważnym językiem uczcie się go pilnie!
Pozdrawiam dziennikarz
-Gyo
P.S Stosowałem akapity lecz kiedy publikowałem już ich nie było :(

niedziela, 2 stycznia 2011

Motorówką popłynełam hen w dal. A gdzie? Dowiesz się sam!

Hej! Opowiem Wam o mojej wielkiej przygodzie, która zdarzyła się
tydzień temu. Niestety musiałam otrząsnąć się z wrażeń, a opowiem Wam
o dziwnej wyspie.
Tydzień temu postanowiłam odwiedzić Bar Piratów. Restauracja była niestety zamknięta.
Bardzo chciałam napić się ciepłej czekolady. Nie wiedziałam, czy ją dostane w
Barze Piratów.
Gdy byłam już obok drzwi, ktoś mnie zawołał:
- Hej, Stella! Pomóż mi. Coś nie tak jest z moją łodzią! - krzyknęła obca panda.
Skąd do licha ona zna moje imię? Postanowiłam ją zignorować. No ale jak można

ignorować pandę, która domaga się odpowiedzi? Krzyczała i krzyczała wniebogłosy. Trochę mnie to zirytowało, ale cóż zrobić? Nagle pod moimi nogami zauważyłam przemoczoną, chyba dzisiejszą gazetę.
Na pierwszej stronie widniało moje zdjęcie z wielkim nagłówkiem powyżej
"Stella uratowała Bolisia wspaniałej reporterki Elli". No tak. Teraz wiedziałam skąd tamta nieznajoma panda znała moje imię. Teraz każdy je znał.
Zawsze bałam się motorówek i głębokiej wody, lecz jednak podeszłam do pandy:
- Słucham? - spytałam uprzejmie.
- Nareszcie przyszłaś! Proszę, pomogłabyś mi w naprawię motorówki?- odpowiedziała nieznajoma.

- Eh, nie znam się za bardzo na motorówkach.
- Podasz mi tylko tą skrzynkę nic więcej.

- No dobrze.
Podbiegłam byle najszybciej do skrzynki. Gdy weszłam na motorówkę obca panda szybko z niej wysiadła i odcięła sznur przyczepiony do jakiegoś gwoździa.
Krzyknęłam ze strachu, gdy panda rzucała kamieniami w lód. Roztopił się, a ja zaczęłam płynąć w stronę morza. Słyszałam już tylko śmiechy nieznajomej.

Spanikowałam. Byłam tak przestraszona i zmęczona płaczem, że zasnęłam.
Jak długo spałam? Nie wiem. Wiedziałam tylko, że jestem bardzo głodna.
Wyciągnęłam z torebki jabłko, trzy pierniczki, skwaśniały ser topiony i stary chleb.
- Świetnie - powiedziałam do siebie i zaczęłam zjadać jabłko. Później pochłonęłam dwa pierniczki. Strach mnie nie opuszczał. Nagle zauważyłam mały punkcik gdzieś daleko na północny wschód. Zanurzyłam łapki w wodzie i machałam nimi jak oszalała. Zamarzły. Co ja sobie myślałam? Tu trzeba było mieć wiosła.
Zaczęłam dmuchać na przemarznięte łapki i... znowu zasnęłam.

Gdy się obudziłam, znalazłam się w dziwnym miejscu. To był chyba port, ale nie Stary Port mojej kochanej wyspy, tylko jakiś... inny.

Nie podskawiłam ze szczęścia. Motorówka stała w miejscu. Wszędzie był lód i śnieg. Jeszcze jakiś szop wpakował mi się na motorówkę i zabrał torebkę. Stałam jak mur i patrzyłam. Zaraz nabiegło z setki takich szopów. Cisnęłam kołem ratunkowym, które znalazłam w motorówce w szopa, który pochłaniał ser.
Ten zakwiczał i zwiał z moją torebką. Zbiegł się tłum zwierzaków. Niektórzy skakali z mostu na motorówkę. Uciekłam i wpadłam na jakiegoś innego szopa, który siedział przy ognisku. On poprosił mnie, żebym poszła za nim. Nie miałam wyboru. Popatrzyłam ukosem na motorówkę, którą oblazły te zwierzaki.
Doszłam do chatki na drzewie. Była bardzo duża. Ściany były koloru zielonego i wszędzie zwisały żyrandole. Na podłodze leżał szeroki dywan. Wszędzie były okna. Naliczyłam ich 12. Wszystkie były małe i dziwnie zwisały. Usiadłam na kanapie i opowiedziałam szopowi o mojej przygodzie. On przeprosił mnie za wszystkich jego "kolegów" i pobiegł na strych. Siedziałam tak na kanapie i patrzyłam na płatki śniegu tańczące na wieczornym niebie. Zauważyłam kominek. Podeszłam do niego i zrobiło mi się przyjemnie ciepło. Szop wrócił z plecakiem.
Powiedział mi jak łatwo mogę wrócić do domu nie używając motorówki, ani helikoptera. Podał mi plecak i zaprowadził na dwór:
- Gdzie mieszkasz? - spytał.
- Oh. Na wspaniałej wyspie, a nazywa się Panfu - odpowiedziałam rozmarzonym głosem.
Usłyszałam parę stukań i... poleciałam! Byłam 5... 10... 15  lub więcej metrów nad ziemią. Leciałam w stronę morza. Zrobiło mi się nie dobrze, ale nadal byłam zachwycona. Leciałam bardzo długo. Po trzech godzinach ujrzałam mały zielony punkcik. Tak, to nasza wyspa! Gwałtownie przyśpieszyłam i... w mgnieniu oka znalazłam się w Starym Porcie. Uradowana pobiegłam do mojej chatki.
Położyłam plecak na łóżku i zrobiłam sobie herbatkę z bambusa.
Tyle wrażeń. Ahh. Chciałabym polecieć tam jeszcze raz. Podziękować za wszystko szopowi. Może oprowadziłby mnie po jego wyspie? To było lepsze niż moja stara przygoda w górach.








niedziela, 26 grudnia 2010

Spotkanie Bożonarodzeniowe :)

Witam, witam, i o zdrowie pytam :)
Opowiem Wam co działo się na Spotkaniu Bożonarodzeniowym.
Tak na prawdę nie działo się za wiele, ponieważ przyszłam tylko ja i daga95.
Trochę porozmawiałyśmy czekając na innych spóźnialskich.
Niestety nikt inny nie przyszedł, więc przedłużyłyśmy rozmowę ;)
Powchodziłyśmy na dachy budynków i, dla zabicia czasu, trochę się
posprzeczałyśmy.
Po okresie oczekiwania poszłyśmy na Czat Redakcji-Panfu
i tak nam upłynęło trochę czasu :)
Na koniec daga95 poszła z czatu, ja z resztą też i tak zakończyło się
spotkanie :)

Pozdrawiam i Życzę Hucznego Sylwestra!
Wasza Agca23 

PS. Bardzo dziękuję za głosy w wyborach na Filmowca Zimy :) 

wtorek, 14 grudnia 2010

Pandy cieszą się. Nareszcie spadł śnieg!

Witajcie!!!
Dzisiaj mam dla Was 2 newsy.
1. i najważniejszy to...
PANFU W ŚNIEGU!
Tak! Na Panfu nareszcie spadł śnieg.


Pięknie! Panfu teraz jest takie białe.
Oczywiście jest nowa opcja! Zamiast balonami z wodą możemy
urządzić bitwę śnieżną! Na co jeszcze czekacie? Biegnijcie się bawić. Pamiętajcie o ciepłych ciuszkach. Ej! Jeszcze nie! Mam dla Was 2. news.
Dzisiaj ze skarpety możemy wyjąć strój błazna (chyba) i ozdobę na choinkę! No teraz możecie już korzystać ze śniegu! Pozdrawiam i życzę wesołej zabawy. Chyba macie jeszcze czas, żeby posiedzieć przed swoim komputerem. Chciałabym napisać Wam jak można bezpiecznie się bawić!
Powiem tak. Krótko, zwięźle i na temat!
1. Nigdy nie rzucaj śnieżkami w pandę, która sobie tego nie życzy. Przez to atmosfera się pogorszy. Może panda jest chora? Zastanów się. Na pewno sprawiłeś jej przykrość!
2. Nie przesiaduj na dworze dłużej niż 3 godziny. Najlepiej wrócić po jednej i napić się ciepłej herbatki bambusowej rozluźnić się i dopiero później znowu zacząć się bawić na śniegu!
3. Uprawiaj sporty zimowe! Pamiętaj. Ruch to zdrowie. Uwaga! Uprawiaj tylko takie sporty, które znasz i lubisz. Nie zaczynaj czegoś nowego, gdy nie ma przy tobie starszej osoby. Możesz przecież przy zjeździe itp. złamać sobie nogę lub łapkę!
4. Nie jeźdź na łyżwach po jeziorze! Nie wiadomo czy woda niesie ze sobą ciepły strumień i jak gruby jest lód. Lepiej nie ryzykuj. Baw się na bezpiecznym, strzeżonym lodowisku.
5. Nigdy, przenigdy nie zjeżdzaj sankami na stromym pagórku w pobliżu ulicy!
To częściowo najważniejsze zasady. A może Wy jakieś znacie?

Love From

piątek, 10 grudnia 2010

W drodzę po miłość

Hejka! To znowu ja! Tytuł jest dość romantyczny, więc myślicie, że to dla dziewczyn, ale nie. Myślę, że chłopaki też tu sobie coś znajdą. A więc rozsiądźcie się wygodnie i posłuchajcie.

   Panna Mary jak co dzień robiła na szydełku narzuty na łóżko. Była z nich dumna, bo jako jedyna miała ich najwięcej, a do tego najpiękniej zrobionych. Panna Mary była już starą 80-letnią pandą z licznymi zmarszczkami na twarzy. Włosy były twardo upięte w kok, a we włosach tkwiły pałeczki jakby przyjechała prosto z Chin. Ubrana była w piękną fioletową sukienkę z kraciastym fartuszkiem.
   Panna Mary uwielbiała plotki. To cud, że wszystko godziła z jednym. Była przewodniczącą kółka charytatywnego, zawodową krawcową, szyła narzuty i jeszcze uwielbiała plotki. Nikt jeszcze nie odgadnął jak ona to robi.
   Właśnie kiedy kończyła swoją piękna tęczową narzutę, akurat przyszła Ania. Ania to rudowłosa, piegowata dziewczynka, która miała ok. 11 lat i znalazła w pa
nnie Mary bratnią duszę. Panna Mary też ją lubiła. Razem wymyślały przeróżne opowiadania i śmiały się z nich. Pewnego dnia Panna Mary i Ania wymyśliły taką historię:
"20 lat temu w niewielkim miasteczku Pandomon żyły 2 dziewczynki. Jedna nazywała się Kordelia Rose, a druga Geraldine Foster. Kordelia i Geraldine
były zżyte ze sobą jak 2 siostry. Kiedy miały 22 lata Geraldiną zainteresował się Gilbert Blyte - piękny, jasnowłosy chłopiec. Ich ślub był naprawdę piękny. Gołębie niosły tren Geraldine, a Kordelia śpiewała, aż dech zapierał w piersiach. Ale Kordelia tak naprawdę nie była zadowolona. Była zazdrosna. Kiedy razem z Geraldine stały na mostku, ta zepchnęła ją do wody. Nieszczęsny Gilbert zobaczył Geraldine i rzucił się by ją uratować. Niestety zapomniał, że nie umie pływać. Utonęli w swych objęciach. Pochowano ich razem, a Kordelię zamknięto w przytułku dla obłąkanych, ponieważ nigdy nie przebaczyła sobie to co zrobiła.

niedziela, 5 grudnia 2010

Lodowo - Zawodowo!

Wstałam dziś bardzo wcześnie rano. Na zewnątrz był lekki przymrozek, ale mimo to słychać było wesoły trel rannych ptaszków. Ubrałam się szybko w ciepły sweterek, jeansy oraz ciepłe wełniane skarpetki i pomaszerowałam do kuchni zrobić sobie pancake'i (rodzaj naleśników) i pyszną bambusową herbatkę.
Po śniadaniu ubrałam buty i kombinezon śniegowy (było bardzo zimno!). Gdy wyszłam na zewnątrz zauważyłam całą zgraję pand bawiących się na śniegu (śniegu!!!) i postanowiłam do nich dołączyć. - Musiało napadać przez noc - pomyślałam nakładając rękawiczki na zimne łapki (nie zrobiłam tego w domu). Śnieg radował mnie ogromnie. Gdy tylko skończyłam się "ocieplać" (założyłam także różowe nauszniki do kompletu), pobiegłam pędem w stronę bawiących się pand. Z tego przypływu emocji zupełnie zapomniałam, że pod śniegiem mógł wytworzyć się lód (tzw. gołoledź). Niestety gdy to do mnie dotarło było już stanowczo za późno bo... jechałam już na pupie przez całe Panfu! Jechałam w zastraszającym tempie! To bardzo dziwne, że o nic nie zawadziłam! Po drodze minęłam Maxa i Ellę zażywających ruchu na świeżym powietrzu. Kiedy jechałam przez Dżunglę zauważyłam Manny'ego, który dokonywał jakiś poprawek przy Igloo. Niestety nikt mnie nie zauważył...


Zatrzymałam się dopiero w jakiejś dziwnej i nieznanej części Panfu. Nie było tam nikogo oprócz mnie. Ogromnie się bałam, ponieważ nie wiedziałam gdzie jestem (przez prawie całą drogę miałam zamknięte oczy). Lecz nagle z krzaków wyskoczył...
Kto wyskoczył z krzaków opowiem Wam jutro.

Zubika 

piątek, 19 listopada 2010

Jak to było...


...czy pamiętacie święta 2009? Jak to było na Panfu? Nie? To ja Wam to trochę przypomnę. Otóż 29 listopada w Dżungli pojawił się ciastek, który codziennie stał w innym miejscu i rozdawał nam prezenty. Pierwszy prezent, jaki dostaliśmy od ciastka był to wieniec adwentowy, na którym co niedziela zapalała się jedna świeczka (4). Największy prezent od niego był dzień później. Dostaliśmy wtedy kominek, w którym co parę dni pojawiały się ozdoby oraz sam ogień. Ciastek poinformował nas też, że w doniczce przed nim stoi nasionko "choinki", które wyrośnie na dorodne drzewo, które będziemy mogli zabrać do domu. Kolejną niespodzianką było pojawienie się św. Mikołaja na plaży. Ogłaszał nam, że codziennie będą pojawiały się ślady Big Boota. W końcu w ostatni dzień udręki szukania go ślady zaprowadziły nas do jaskini, w której się skrywał z prezentami (6 grudnia - mikołajki). Dostaliśmy od niego tło do karty gracza. W końcu 10 grudnia spadł wymarzony ŚNIEG! Całe Panfu pokryło się białym puchem oprócz paru miejsc. Podczas "wzrostu choinki" na Basenie pojawił się Zając Wielkanocny, który zadawał nam codziennie pytania. Nagrodą za wszystkie prawidłowe odpowiedzi była nagroda w postaci złotego medalu. Na drugi dzień pojawił się na plaży syn Kamarii, na trzeci dzień na dziedzińcu stał Jay Pea. Czwartego a zarazem ostatniego dnia Napasapa na Plaży Karaibskiej. Następną niespodzianką mniej świąteczną był koncert zespołu "The Smashing Pancakes" na torze wyścigowym. W Wigilię mogliśmy zabrać choinkę do domu oraz dostaliśmy jeszcze jeden prezent: "Stół wigilijny". 29 grudnia w jaskini stanęła wyrocznia Kamaria! Przewidywała ona nam, co spotka nas w nowym roku 2010. 31 stycznia był oczywiście huczny sylwester i rok 2009 zakończył się. Przenieśmy się teraz do stycznia bieżącego roku. 12 stycznia na wulkanie Panda Sportowiec zorganizowała zabawę w postaci "Ślizgochronu". Parę dni później w Dżungli pojawił się bałwan bez swojego nosa. Zjadł mu go jeden z Pompomów. Ustawił on dla nas doniczkę i kazał znaleźć nam konewkę i podlewać marchewki by urosły na miano jego nosa. 27 stycznia również w dżungli pojawił się sam Carl, który wpadł na pomysł by z bałwanków umieszczonych na Panfu zbudować igloo! Pomysł wypalił i już 31 stycznia mogliśmy odebrać strój Eskimosa, jako ochronę przed zimnem w igloo. Lecz budowla miała pojawić się dopiero w przyszłym tygodniu. 2 lutego pojawiło się w końcu IGLOO! Niestety nie wszyscy mogli wejść. Oczywiście niemieckie Panfu nas wyprzedziło :)

Ciekawostki: Na boisku zamiast grania w piłkę nożną pojawiła się siatka. W lecie rzucaliśmy bombami z wodą a w zimie śnieżkami.
Mam nadzieję, że tegoroczne święta będą jeszcze lepsze od zeszłorocznych :)

środa, 3 listopada 2010

Na Panfu błyski przyniosą nam zyski...

Hej Pandy!
Pewnie wiecie, że coś dziwnego dzieje się z naszą kochaną latarnią... Ale to nie musi koniecznie być coś złego... Może profesor Bookworm szykuje dla nas nową misję? To by było super, nieprawdaż? Wiele pand snuło już przeróżne historie o tym, co się dzieje z naszą latarnią... Jedne pandy mówiły, że nasz profesor tylko wymienia tam żarówkę, inne, że to na pewno złe duchy i demony... A jeszcze inne pandy mówiły, że profesor Bookworm (jak na każdego przyzwoitego szalonego naukowca przystało) tworzy Frankenpandę... Ja jestem chyba najbardziej skłonna uwierzyć w ten trzeci domysł - tym bardziej, że stało się to tuż po Halloween. Eh, aż ciarki przeleciały mi po plecach na samą myśl o stworze pozszywanym z ciał martwych pand... Chyba byłby gorszy niż zły Krucio i Bonez razem wzięci! Tylko jedna rzecz mi się tutaj nie zgadza... Przecież doktor Frankenstein (ten z filmu) czekał na burzę z piorunami, a nasz profesor sam wywołuje pioruny! W związku z tym muszę odrzucić tą tezę. Szkoda - mogło by być ciekawie! Ale no cóż może jednak lepiej, nie byłoby chyba zbyt przyjemnie mieć jakiegoś potwora na wyspie. O.o No cóż będę musiała pobuszować trochę w poszukiwaniu prawdy! Ale to nic, ja to kocham!
PS. Mam nadzieję, że podobała Wam się moja po Halloweenowa straszna opowieść? : D
Pozdrawiam Zubika :)

wtorek, 2 listopada 2010

Moda przedzimowa 2010

Hej, hej Pandy!

Zauważyliście, że po Panfu chodzi wiele stylowych Pand?
Czy Wy byście chcieli także wyglądać jak oni?
Oczywiście, każdy ma swój styl i swoje upodobania.
Ja postanowiłam Wam przybliżyć co w tej przedzimie jest najmodniejsze.
Jestem właśnie teraz w San Franpanfu. Podobno tu Pandy są najciekawiej ubrane.
Czy to jest sprawka tego, że tutaj znajduje się Salon Piękności?
Już widzę parę pięknie ubranych pand. Pewno czytają czasopisma o modzie.
W tym sezonie jak widać modne są berety. Czarne czy też fioletowe zdobią prawie wszystkie głowy Pand! Ja też stosuje te wymogi mody.

DZIEWCZYNY


Oto przykładowa modna Panda. Ma na sobie beret, o którym wcześniej wspomniałam. Ma także bardzo modną fryzurkę, którą nie tylko ją zdobi. Jest również skrzydlata jak widać. Rękawiczki pasują do tego stroju. Ogólnie widać, że moda jest na naszym Panfu.

Ta Panda ubrała się według innej mody. Raczej ząbki wampira teraz nie są już takie modne jak w sezonie HALLOWEEN'OWYM. Cały strój dostaje uroku przez apaszkę albo, jak kto woli, arafatkę.
Widzimy też, że pojawiły się w tym stroju rękawiczki tak jak w poprzednim.


Ten strój jest zupełnie inny od poprzedników. Modny jest beret i tu jest. Skrzydła jednak są bardziej modne od beretów. Prawie każda Panda je ma!
CO DZIEWCZYNY MAJĄ NOSIĆ :
-berety,
-skrzydła,
-rękawiczki,
-buty "szybkie",
-włosy z czarnymi pasemkami.
To tyle na dziś. Jutro postaram się zrobić modę dla chłopców.
Bądźcie modne, pandy!

czwartek, 28 października 2010

Nowe kreacje



Hejka!
Dzisiaj notka będzie krótka, zwięzła i na temat.


Właśnie przyleciały do nas
nowe kreacje z Francji.
Są one bajecznie kolorowe i śliczne. 1. zestaw (patrz lewy) przedstawia księżniczkę w czerwonej eleganckiej sukni i młodzieńca (chyba muszkietera).
2. Zestaw (patrz prawy) Przedstawia rycerza i również księżniczkę. Mi wszystko bardzo się podoba, ale inni mają różne gusty. Jutro jest też Dzień Złotej Karty. Pandy bez niej będą mogły kupić sobie te kreacje. Co więcej, za trzy dni Halloween! Życzę Wam dużo cukierków i radości ;).
Za co się przebierzecie? Może za mumię owiniętą w papier toaletowy hihi, a może za duszka. Wystarczy białe prześcieradło. Pomysły na przebranie pozostawiam Wam. Waszej fantazji.
Pisała dla Was:

środa, 27 października 2010

Nocna przygoda

Kilka dni temu obudziłem się o... 24:00. Właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda. Zwykle, gdy budzę się o tej godzinie nie za dobrze idzie mi zaśnięcie znowu, więc pomyślałem, że pooglądam telewizje. TPN - koniec programu, Pansat - koniec programu, PTV - jakieś denne piosenki, VIPA - maraton z "The Smashing Pancakes". Nareszcie coś fajnego. Na moje nieszczęście po jakichś pół godziny wyłączyli prąd. Zgłodniałem, więc pomyślałem, że coś zjem, jednak lodówka i każda szafka była pusta, więc wybrałem się do Miasta. Wiedziałem, że chodzenie po nocy to nie najbezpieczniejsza rzecz na świecie, ale pomyślałem, że to tylko krótki spacerek. Zamknąłem drzwi od chatki na klucz i wyszedłem na dwór. Było ciemno i świeciło się tylko kilka lamp, jak to w nocy, ale to nie robiło wielkich trudności. Chodziłem sobie po mieście, kiedy prawie całe Panfu spało. Oglądałem wystawy sklepowe i różne takie. Nagle naprzeciwko mnie przebiegł jakiś cień.
-Levy, weź, to tylko wyobraźnia - powiedziałem do siebie, ale to nie była wyobraźnia, bo koło mnie stanął nagle... uciekinier z więzienia (i to takiego dla na prawdę niezłych przestępców)
-No ja nie mogę... - powiedziałem. 
-No, no. Mała panda wybrała się na nocny spacerek? Nie wiesz, że nie chodzi się po zmroku? Dawaj całą kasę jaką masz, to oszczędzę ci bólu.
- W twoich snach! - krzyknąłem do bandziora, z całej siły walnąłem go w brzuch i zacząłem wiać.
Krótko mówiąc: przestępca strasznie wkurzył się za to, co mu zrobiłem i zaczął mnie gonić.
Pobiegłem do chatki i zacząłem szukać kluczy. Okazało się, że zgubiłem je gdy uciekałem...
- I tylko tego mi brakowało! - krzyknąłem i zacząłem szukać kryjówki. Pobiegłem do Miasta i chciałem schować się w sklepie, ale zapomniałem, że był zamknięty, więc cóż... rozbiłem okno i wskoczyłem do środka. Złodziejowi nie trudno było zobaczyć rozbitą szybę sklepu.
- Już po mnie - Szepnąłem z rozpaczą do siebie, kiedy przypomniało mi się, że mam przy sobie komórkę. Mogę zadzwonić na policję! Ale bateria mi się rozładowała... więc sam musiałem "pobawić się" w policję. I wtedy się zaczęło, bo jak tu złapać jednego z najgroźniejszych przestępców Panfu?! Jakoś się uda. Pożyczyłem trochę rzeczy ze sklepu i zacząłem jak najszybciej robić pułapkę. Ale złodziej, to nie jakieś zwierzę, że łatwo wejdzie w zasadzkę. Trzeba trochę pomyśleć. Dycha - nie nabierze się. Portfel - też nie, ale ja... będzie chciał się odegrać za to, że przestawiłem mu żołądek z trzustką. Stanąłem przed pułapkom, a gangster od razu dał się nabrać i "cudem" wpadł w zasadzkę. Potem zostawiłem go w Mieście
- Policja na pewno przyjdzie tu i zrobi swoje - pomyślałem i poszedłem do domu. Po drodze udało mi się znaleźć klucze, więc spokojnie wróciłem do chatki. Spojrzałem na zegarek: 07:50, a lekcje zaczynają się o ósmej...

sobota, 23 października 2010

Balona złapałam i sobie poleciałam!

Hej!

Dziś jak tylko rano wstałam, zjadłam śniadanie i poszłam na lody do lodziarni.
Wybrałam czekoladooowe. ;))
Rozkoszowałam się aksamitnym smakiem.
Gdy skończyłam jeść poszłam do Kamarii na wieżę by móc zobaczyć co powie mi dziś kula.
Dziś "Twoje wyobrażenia są równie ważne jak realna rzeczywistość".
Dziwne...
No, ale cóż.
Po krótkim zastanowieniu poszłam na Wyspę Piratów.
Na wyspie wypiłam szklankę soku i weszłam na statek.
Pomyślałam sobie...
-Może gdy złapię się balona znajdującego się na statku odfrunę hen daleko?
Zrobiłam jak chciałam!
Złapałam się i...?
Nic. :(
A wszystko przez to, że balon o coś zahaczył.
Więc złapałam drugiego i...
...lekko odbiłam się w górę i odleciałam!
Leciała i leciałam aż doleciałam do Starego Portu.
To był szok!
Wieczorem chodziłam zakręcona, ale bardzo mi się to podobało, że mogłam latać!
Zjadłam kolacje i poszłam się umyć.
Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Zasnęłam jak dzidzia :D

Do zobaczenia!

Pechowa sobota i obraz czarnego kota

Opowiadanie by Dziennikarz @Emilka@
z cyklu "Wyprawy w nieznane"
pt. "Pechowa sobota i obraz czarnego kota"
To już dzisiaj - mój wyjazd do cioci w górach. Coś cudownego. Te wszystkie wzniesienia, krajobrazy i szczyty! Zabawa taka nie byle jaka! Spakowane torby, już czas... na trasę! Ciocia Magda obiecała
mi, że przyjedzie po mnie. Mam czekać pod chatką, lecz pojawił się pewien problem. Zniesienie
wszystkich toreb z wysokiego drzewa to nie prosta sprawa. Może coś wymyśle, ale to szybko, bo nie ma czasu na zbędne przemyślenia. Otwarłam drzwi, a niedaleko nich leżały pakunki. NAGLE... Trach, bach, bęc! Wszystkie walizki i torby spadały na ziemię. No to jeden problem mam z głowy.
Phi, do przyjazdu cioci zostały całe 2 godziny. Dla mnie to 100 lat przygotowań. Przynajmniej już torby mam na dole. Teraz jedzenie na wynos. Czternaście kanapek wystarczy? Dołóżmy do tego pięć jabłek, siedem bananów, wodę mineralną. Jedzonko przygotowane! Teraz ubrania i bagaż będzie cały gotowy. Jedna sukienka... O nie! Moja szafa okazała się pusta! Co ja teraz spakuje?
Jest jedno wyjście. Wypranie ubrań ręcznie. Trochę się na tym zapracowałam, ale wyprawa to wyprawa. Pobiegłam do kuchni. Nad kuchenką wisiał obraz czarnego kota namalowany przez właśnie tą ciocię Magdę. Opowiadała mi ona, że jeżeli obraz spadnie i jego ramka się rozbije będę miała nieszczęście przez cały następny tydzień. Okno samo się otworzyło i zawiał mocny wiatr. Czarny kot w ramce zachwiał się i spadł. Czy dzisiaj nie jest piątek 13-nastego? Raczej sobota 23-ego. Cały kolejny tydzień będzie nieszczęśliwy, czyli cały pobyt u ciotki. A niech to. Jeszcze zostało pół godziny do przyjazdu Cioci Magdy i wreszcie wyjazd w góry. Spojrzałam przez okno, runęła ulewa, a moje bagaże na podwórku. Migiem poleciałam na dwór. Wszystkie torby zostały dostarczone do domu. Zmęczona przeciwnościami losu zasnęłam na fotelu, aż do chwili, kiedy zabrzmiał dzwonek do drzwi. Przebudziłam się i otworzyłam. Była to ciocia! Byłam taka szczęśliwa! Zabrała moje pakunki od siedmiu boleści i włożyła do bagażnika. Kazała mi wsiąść do samochodu. Zasiadła za kierownicą i wreszcie wyjechałyśmy!
Ale się ciesze! Ciekawe co mnie spotka na miejscu...
CDN.

Opowiadanie na śniadanie

Dzisiaj, gdy przechadzałem się po Panfu, nagle zobaczyłem przed Zamkiem zapłakanego klauna! To dziwne, ponieważ klaun nigdy nie płacze. Zapytałem go co się stało? On odpowiedział:
-Dziś gdy chciałem iść rozweselać pandy nad Jeziorem, Bonez zablokował mi wejście! Rozumiesz to? Gdy nie będę nad Jeziorem pandy będą smutne, przygnębione i całe Panfu zamieni się w potwornie smutną wyspę :(
Pomyślałem sobie, że pójdę to zobaczyć. I rzeczywiście Bonez blokował wejście! Zapytałem go czemu to robi. Przecież Jezioro to najweselsze miejsce na Panfu! Odburknął mi:
-Nikt nigdy nie pozwalał mi wejść nad Jezioro i nie mogłem zaznać tej przyjemności zabawy! To teraz ja to zrobię mała pando. Buahahahaha!
Pomyślałem, że to może być sprawa klauna, więc znów do niego pobiegłem. Zapytałem czy kiedykolwiek blokował Bonezowi wejście do Jeziora.
-Nooo... Może raz - odpowiedział ponuro.
-Już wiem co zrobić! Chodź ze mną - krzyknąłem.
Klaun trochę zmieszany poszedł ze mną nad Jezioro i przeprosił Boneza. Bonez przyjął przeprosiny i razem zaczęliśmy się pluskać w wodzie.



KONIEC
Klaun zgodził się na zrobienie zdjęcia, niestety Bonez już poszedł :).
Morał z tego taki, że każdy nie jest zły, może po prostu miał złą przeszłość :)

Jak zdobyłam głos

Cześć!
Piszę, żeby było co ;) A oto kolejne opowiadanie pt.:
"Jak zdobyłam Głos"
Zaczynamy!

Jak pewnie się domyślacie chodzi o śpiew... Kiedyś śpiewałam po prostu fatalnie!
A jak to się zmieniło? Opowiem:
Mama zapisała mnie na lekcje śpiewu, nie wiem skąd ten pomysł!
Nie umiałam, nie chciałam śpiewać. Ale trudno, jestem na zajęciach.
Uczyliśmy się na tej lekcji piosenki pt.: ,,Falling to Pieses''
Miałam śpiewać refren, a to nie było za przyjemne..
-I falling to pieseeessss! - "śpiewałam".
-Stop! Agca23! - krzyknął nauczyciel.
Musiałam dojść do siebie, mówię wam, mój śpiew bolał!
A potem usłyszałam potężne:
-HAHAHAHAHA! ŁAMAGA! - to właśnie słyszałam, dogrywki innych.
Nie powiem wam co dalej było, bo uciekłam z zajęć.

W domu:
-Mamoo! Ja nie chcę tam wracać! - krzyknęłam.
-Ale dlaczego? Coś nie tak? - zapytała jak za przeproszeniem "głupia".
Przecież wiadomo, że gdy ja płaczę coś musiało się stać!
-Nie wiesz?! Ja mam obrzydliwy głos! Po co mnie tam zapisałaś?! - pyt
ałam i krzyczałam jednocześnie.
-Ale to miała być zabawa - powiedziała mama.
Ta, jasne, zabawa!
-Chcesz próbkę piosenki? - zapytałam ironicznie.
-Bardzo chętnie - i ku mojemu zdziwieniu mama odpowiedziała... normalnie!
-I faaaalin too pieeeseees! - znowu "śpiewałam"
-Auć! No rzeczywiście masz powód do płaczu.
-Widzisz, nie ruszam się już nigdy tam i gdzie indziej! - obiecałam.
-Możesz tam iść, jak cię nauczę śpiewać - zaproponowała.
-Ale ty nie umiesz uczyć, od zawsze miałaś piękny głos.
-Nie prawda! Kiedyś też miałam tak okropny głos jak ty! - powiedziała.
A ja na odpowiedź "huknęłam" za to, że ,,też miałam tak okropny głos jak
ty". No... to prawda, ale wolę jak ja to mówię!

Po wielu tygodniach nauki śpiewu w końcu mogłam iść na zajęcia.
Poprosiłam nauczyciela, żebym mogła zaśpiewać jeszcze raz. Zgodził się!
A teraz szybki HAPPY END!
Zaśpiewałam tak, że innym aż opadła szczęka!
KONIEC

I jak wam się podobało? Piszcie w komciach ;)


3MAJCIE SIĘ PANDY!
POZDRAWIAM, AGCA23


niedziela, 17 października 2010

Rózne miejsca na Panfu: Miasto i co w nim jest...



 Witajcie pandy!
Jak tam niedziela?
Jest dosyć zimno, ale można się ciepło ubrać, prawda?
Dzisiaj poszłam do Miasta.
Było tam dużo pand.
Krzyczały, rozmawiały i jadły fast foody.
Piły też cole, soczki i shaki.
Grały też w Four Boom.
Gapiły się także na ekran z napisem "Poogle".
Inne przeglądały katalog z ciuchami dla nie złotych, inne kolorowe magazyny o modzie.
Jakaś słuchała w słuchawkach na uszach muzyki, jakaś grała na komórce.
"Szukam chłopaka", ""U mnie impreza", "Siukam mamy" "Szukam żony i dziecka" krzyczały pandy.
Tu jest za głośno - pomyślałam i poszłam do sklepu zoologicznego.
Zrobiłam zdjęcie kiedy nikt nic nie mówił i weszłam.
W sklepie było cicho i pusto.
Oprócz mnie były trzy pandy i sprzedawczyni.
Była zmartwiona i przygnębiona.
Spytała mnie czy chce Bolisia.
- Nie mam Złotej Karty - powiedziałam. - Przykro mi. Co się stało? - spytałam.
- Nikt prawie nic nie kupuje, a szefowa każe mi siedzieć i kończę prace o 19:00, a zaczynam o 7:00. Dziennie zarabiam tyle, ile kosztuje jeden Boliś - sporo, ale mało idzie dla mnie.
- Zwolnij się - powiedziałam. -Robię reportaż o Mieście. Spytamy się o prace w sklepie z pamiątkami i w lodziarni? A tak w ogóle jestem Dziudek - przedstawiłam się.
- Dziennikarka Redakcji-Panfu, Sekretarka Sekretariatu Panfu i Redaktorka Redaktorów? - powiedziała sprzedawczyni. - A ja Kate...
-Tak. Miło mi.

I potem...
Dowiecie się niedługo;)


Pisała dla Was:
Dziennikarka dziudek

Straszna opowieść!


Cześć!
Opowiem Wam moją historię. Jeśli macie stracha przed ciemnością, nie czytajcie tego, chyba że chcecie mieć koszmary ;)
Więc zaczynamy...:

Był brzydki, wietrzy i deszczowy dzień, a pioruny waliły jak szalone.
Nagle zgasło światło, PSTRYK!
-Agca! Idź zobacz bezpieczniki! Chyba coś trzasnęło!
-Ale... jest zimno i ciemno!
-Spokojnie, to tylko 5 minut!
-No... dobrze. I idę.
Wyszłam, a na dworze było jeszcze paskudniej niż w ciemnym domu!
-Brr... ale zimno! Dobra, tam powinny być bezpieczniki - powiedziałam.
-Ten jest dobry, ten też. Aaaaa! -  i nagle przerwałam.
Po kilku minutach spadania w dół poczułam, że robi się ciepło.
-Oj, muszę być już bardzo głęboko.
I upadłam na... poduszkę?! Nawet jak na tą opowieść to dziwne!
-Halo! Jest tam kto? - krzyknęłam i echo odpowiedziało.
-Graa! Graa! - coś mówiło.
Połknęłam ślinę, jak w każdym horrorze, których się naoglądałam.
Poszłam dalej za strasznym głosem.

Było zimno, mokro i strasznie. Mówię Wam, nie chcielibyście tam być!
Po pół godzinie drogi zaczęło się robić jeszcze zimniej.
Dźwięki były coraz straszniejsze, a ja bardziej przerażona.
-K... kimkolwiek j... jesteś w... wychodź! - krzyknęłam najodważniej jak mogłam.
I nagle potknęłam się o coś. Była to... gazeta?!
Było za ciemno, żeby czytać, ale widziałam wie
lki napis na obrazku:
,,UWAGA! ZŁODZIEJ DZIECI GRASUJE I PORYWA PO PANFU!"
Mówię wam, czułam wtedy, że staje mi serce ze strachu!
Ale pomimo przerażenia, poszłam dalej.
Zatrzymałam się widząc dziwne światło, i nagle ktoś zaczął się wyłaniać.
Myślałam, że to ten złodziej dzieci!

Ale ku mojemu zdziwieniu to był... Krucio!
-Nie martw się mała pando, to tylko mój strój Halloween - powiedział ten Paul.
-O, cześć Paul - odpowiedziałam.
-Też tu utknęłaś? - zapytał.
-Niestety tak. Wiesz jak stąd wyjść?
-Nie... BUHAHAHA!
-Paul, co ci jest?
-Haha! Dałaś się nabrać naiwna pando! Teraz spotka cię...
I obudziłam się! Jeszcze na śniadaniu ledwo co jadłam płatki.
-Kochanie, co ci jest? - zapytała moja mama.
-N... nic m... mamo.
Dopiero w szkole dotarłam do siebie.

KONIEC

Och, pisząc to też się wystraszyłam.
Dobrze, kończę, bo zaraz zemdleję.

Pozdrawiam!

Wasza Agca23

piątek, 15 października 2010

Dziwna przygoda...

   Dzisiaj  obudziłam się punktualnie o 6:00. Dlaczego tak wcześnie? Dlatego, że mój mały psotny, czarny Boliś nagminnie domagał się spaceru. Prędko się ubrałam, chwyciłam Bolisia pod pachę i wybiegłam z nim na świeże powietrze. Dzień był pogodny, ale mimo to dość chłodny. Na szczęście wzięłam ze sobą ciepły płaszczyk. Zarzuciłam go prędko na siebie, aby się nie przeziębić. Pobiegłam razem z małym B. (tak nazywam mojego Bolisia) na Plażę. Rozejrzałam się dookoła i... nie zauważyłam ani jednej pandy! Zainteresowana tym faktem postanowiłam dokładniej rozejrzeć się po Panfu. Najpierw odwiedziłam Podwodną Szkołę (tam zawsze jest raczej mało pand), o dziwo spotkałam tam jedną pandę imieniem Karinka112. Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że jest ona nauczycielką i czeka właśnie na swoich uczniów, których nie ma już od ponad dwudziestu minut! A ona aby się nie nudzić podczas czekania gra w wyścigi ślimaków. Umówiłyśmy się, że ja poszukam jej klasy a ona poczeka w Podwodnej Szkole. Obiecałam, że będę za pięć minut.
   Na całym Panfu spotkałam tylko jedną uczennicę Karinki112, nosiła ona imię Nodzia_Lodzia. Wysłałam ją szybko do Podwodnej Szkoły po czym udałam się na zwiad jaskini profesora Bookworma. Tam też siało pustkami. "Dziwne... bardzo dziwne..." - pomyślałam i wróciłam (razem z małym B.) do podwodnej szkoły. Zaglądnęłam do wszystkich sal, ale po Karince112 ani po Nodzi_Lodzi nie było nigdzie śladu! Wyruszyłam na wielkie poszukiwania. Przeszukałam całą wyspę zaglądając pod każdy kamień, za każde drzewo i do każdej dziury. W końcu w Sklepie ze Zwierzętami w Mieście spotkałam pandę imieniem Konrad_77231. Po kilkominutowej wymianie uwag okazało się, że jest on nowym sprzedawcą Bolisi i umówił się tutaj z klientem na prezentacje czerwonych, rasowych Bolisi. Postanowiliśmy, że się rozdzielimy i przeszukamy Panfu jeszcze raz. Na spotkanie umówiliśmy się w Restauracji za dziesięć minut. Nie było go tam (!). Postanowiłam więc zająć się swoimi sprawami, kiedy nagle przypomniałam sobie, że nie zajrzałam na Wodospad! Pobiegliśmy więc tam szybko razem z małym B. Okazało się, że jakaś panda postanowiła pobić rekord pand pod wodospadem! Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia... Ale co tam! Było super!


wtorek, 12 października 2010

Moja fascynująca przygoda

Wstałam wcześnie o godzinie 7:30. Zjadłam śniadanie i ubrałam się. Usiadłam na wygodnym fotelu i zaczęłam przeglądać mapę.
Na początku chciałam pojechać nad morze, ale pomyślałam,
że jest za zimno i z resztą byłam nad morzem w wakacje. Śledząc mapę i drogi zatrzymałam wzrok na Podpandatach. Są to góry.
- Dobrze by było chociaż raz w życiu wybrać się w góry - pomyślałam.
Wzięłam laptop i poszukałam strony z rozkładem jazdy pandokarów. Odczytałam z jednej strony, że najbliższy pandokar odjeżdża jutro o 12:45. Ruszyłam do Panko. Zastanowiłam się, gdzie mogę znaleźć walizki podróżne. Po dłuższym czasie spytałam starszą pandę:
- Dzień dobry. Czy wie pani może gdzie znajdę walizki podróżne? - spytałam
- Panda się wybiera w podróż? - zażartowała starsza panda.
- Tak - uśmiechnęłam się.
- Są w dziale sportowo-podróżniczym - odpowiedziała mi na pytanie.
- Och, bardzo pandzie dziękuje, życzę miłej soboty.
Ruszyłam na dział sportowo-podróżniczy i faktycznie znalazłam tam walizki.
Kupiłam średniej wielkości za 100 monet i wróciłam do domu.
Zaczęłam się pakować. Spakowałam do walizki tylko potrzebne rzeczy. Była już godzina 19:00. Postanowiłam wcześniej pójść spać, ponieważ musiałam mieć na jutro dużo energii, bo czekała mnie długa podróż. Położyłam się do łóżka, po czym natychmiast zasnęłam. Nastał nowy dzień. Obudziłam się o 11:30. Wyrwałam się z łóżka i pobiegłam do kuchni. Przygotowałam śniadanie ubierając się i szybko je zjadłam. Pobiegłam na dworzec Panda S i zaczęłam oczekiwać na przyjazd pandakaru. Po dłuższym czasie przyjechał z małym opóźnieniem. Wsiadłam do niego i wybrałam sobie miejsce obok okna. Położyłam walizkę, wyjęłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki z MP3. Nagle jakaś panda mnie szarpnęła. Przestraszona odwróciłam się. Mój wzrok wbił się w pewną pandę mojego wieku. Widać było po jej wyrazie twarzy, że była zdenerwowana. Spytałam ją, co się stało, a ona zaczęła krzyczeć i przeklinać. Zdenerwowana popchnęłam ją. Ona mi powiedziała, że zajęłam jej miejsce. Powiedziałam jej, że nie wiedziałam, że ona tu siedzi i na dodatek byłam tu pierwsza.
Nie lubię bójek, więc jej ustąpiłam



Stanęłam w kolejce do recepcji.
Po dziesięciu minutach oczekiwania nareszcie dotarłam do obsługi.
Trochę zdziwiło mnie to, że panda, która mnie obsługiwała mówiła po angielsku. Na pewno pochodzi z innej części wyspy Panfu. No cóż, zawsze chciałam tam polecieć, więc uczyłam się anielskiego. Teraz miałam okazję się popisać. Oto jak zaczęła się rozmowa:
-Hello, can I help you? - spytała mnie Panda
-Yes. I like to book a room, please. - odpowiedziałam
-How many night?
Tutaj się zatrzymałam. Nie wiedziałam na ile nocy wynająć pokój. Wreszcie zdecydowałam się na jedną noc.
-Just tonight.
-It's room 1153, which is on this floor.
-Ok. Thank you.
-Thank you.
Udało mi się! Wynajęłam pokój na jedną noc. Zabrałam walizki do pokoju. Pokój był przytulny i śliczny. Postawiłam swoje bagaże obok łóżka i wyszłam. Zamknęłam drzwi. Pobiegłam w ścieżką prowadzącą w góry. Zauważyłam tam grupkę innych osób i przewodnika. Na szczęście tutaj nikt nie mówił po angielsku. Po chwili oprowadzania zaprzyjaźniłam się z pewną pandą - Ashley. Była śliczną blondynką o niebieskich jak niebo oczach. Zaczęła się wspinaczka. Ashley miała szpilki, więc pożyczyłam jej drugą parę moich adidasów, którą zawsze zabieram. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć. Wspinałyśmy się cały dzień. W pewnym momencie Ashley poślizgnęła się. Starałam się nie panikować. Szybko złapałam ją za łapkę i pociągnęłam do góry. Udało się ją ocalić. Zapadł zmrok. Udało mi się dopiąć swego. Zaliczyłam szczyt i to nie byle jaki szczyt. Bardzo się cieszyłam razem z Ashley. Niestety trzeba było wracać. Postanowiłam zrobić obóz. Wyjęłam z plecaka namiot składany i zaczęłam go rozkładać zgodnie z instrukcją. Nareszcie udało mi się go złożyć i weszłyśmy do środka. Rozłożyłam ręczniki i materace, żeby było nam miękko i zasnęłyśmy. 

Nastał nowy piękny dzień. Zerwałam Ashley o świcie. Zjadłyśmy kanapki i wypiłyśmy herbatę z termosu. Wzięłam aparat i wyszłam z namiotu. Zrobiłam sobie małą wycieczkę i fotografowałam co się da. Później ruszyłyśmy w drogę powrotną. Opowiadałyśmy o naszych rodzinach i plotkowałyśmy o normalnych sprawach. W końcu byłyśmy już na bezpiecznym dole. Pożegnałam się z Ashley i ruszyłam do hotelu.
Okazało się, że nie potrzebnie wynajęłam pokój, ponieważ zrobiłam biwak w górach z superową pandą. Zabrałam bagaże, podziękowałam obsłudze i ruszyłam do pandokaru. Miałam szczęście, ponieważ pandokar przyjechał w tej samej chwili, kiedy byłam na miejscu i nie miałam ''przyjemności'' spotkać kolejnej "miłej" pandy. Dotarłam do domu o 18:00. Zjadłam kolację, przebrałam się w piżamę i pograłam na laptopie. Położyłam się spać o 20:00, ponieważ jutro czeka mnie kolejny tydzień szkolny.
Mam nadzieje, że wybiorę się jeszcze na taką ekscytującą podróż.
W szkole miałam dużo do opowiedzenia klasie. Po prostu to samo, co opowiadam Wam dziś ;). Koniec

Pisała dla Was

piątek, 27 sierpnia 2010

Jak to było w Restauracji Stelli


Hej!

Dzisiaj miałam wielkie przeżycie. Gdy wróciłam z pracy do domu, położyłam się na łóżku. Czytałam książkę.
Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. Zdziwiłam się tym, bo kto móg
łby dzwonić
o tak później porze? Pomyślałam sobie, że być może to coś ważnego. Moje przypuszczenia się sprawdziły. Dzwonił do mnie Największy Krytyk Kulinarny Świata.

-Halo? - spytałam.
-Dzień dobry. Jestem Krytykiem Kulinarnym. Słyszałam, że pani ma świetną restaurację. Chętnie ją odwiedzę i zrecenzuję - odpowiedział mi krytyk.
-Świetnie. Będzie Pan bardzo zadowolony. Kiedy Pan przybędzie? - spytałam Krytyka drugi raz.
-Jutro z samego rana - odpowiedział.

-Dobrze będę na pana oczekiwać - powiedziałam i odłożyłam słuchawkę.
Było bardzo późno, więc postanowiłam położyć się spać.
Nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o odpowiednim daniu i ocenie Krytyka.


Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie, zjadłam śniadanie i przebrałam się. Ruszyłam szybko do Restauracji. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.

Usiadłam na krześle i czekałam. Pół godziny później u progu drzwi stał Krytyk.
Pobiegłam go przywitać i pokazałam miejsce gdzie powinien usiąść.
Spytałam go czy chciałby spróbować mojego specjału.
Zgodził się. Pobiegłam szybko do kuchni. Po chwili danie było gotowe.
Miałam nadzieje, że Krytykowi to danie zasmakuje.
I... zasmakowało! Bardzo się ucieszyłam.

Niestety moje szczęście nie trwało długo.
Krytyk przestraszył się jednej rzeczy, a raczej zwierzęcia.
Była to kulinarna myszka.

Przekonywałam go, żeby się nie bał, bo ta myszka
jest bardzo miła i zawsze mi pomaga.
Przez to jeszcze bardziej się przestraszył i zdenerwował.
Wyszedł z Restauracji, a ja podążyłam za nim. Powiedział, że
nie ma zamiaru jeść w towarzystwie myszy.
Zdenerwowałam się i powiedziałam, że nie ważna jest dla mnie ocena tylko przyjaźń.

Wróciłam do restauracji i dałam myszce ser.
Po chwili Krytyk wrócił.
Spytałam się go czego jeszcze chce.
Ten przeprosił mnie i powiedział, że mam dobre serce.
Dał mi najlepszą ocenę i wyszedł.
Usiadłam na krześle i rozmyślałam. Nagle do restauracji przyszli goście.
Obsłużyłam ich. 


Nastał wieczór. Obsłużyłam ostatniego klienta.
Posprzątałam, zamknęłam restaurację i ruszyłam do domu.
Położyłam się do łóżka i natychmiast zasnęłam.
.

Następnego dnia wstałam późno. Była niedziela.
Przebrałam się zjadłam śniadanie i poszłam oglądać telewizje.
Nagle ktoś do zadzwonił do drzwi.
Otworzyłam je. Nikogo nie było. Spojrzałam w dół i zauważyłam gazetę.

Na pierwszej stronie było moje zdjęcie z restauracją.
Zabrałam ją do domu usiadłam na sofie i zaczęłam ją czytać.
Pisało tam, że moja restauracja jest najlepsza na Panfu.
Pisało też wiele o mnie. Jestem miła osobą o dobrym sercu. Pisało tam również, że jestem świetną
kucharką. Na samym dole były narysowane złotą farbą 6 dużych gwiazdek i
podziękowania od samego Krytyka.
Byłam naprawdę szczęśliwa. Mam nadzieje, że będę miała więcej takich
niespodzianek.
Koniec
Pisała dla Was